<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Ja to rozumiem! &#8211; Ja to rozumiem! | Prawo własności intelektualnej dla uczniów i nauczycieli</title>
	<atom:link href="https://www.jatorozumiem.pl/author/administrator/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://www.jatorozumiem.pl</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 23 Jul 2021 13:53:11 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0</generator>

<image>
	<url>https://www.jatorozumiem.pl/wp-content/uploads/2021/03/cropped-cropped-Naklejka_JaToRozumiem_LK5-192x192-1-32x32.png</url>
	<title>Ja to rozumiem! &#8211; Ja to rozumiem! | Prawo własności intelektualnej dla uczniów i nauczycieli</title>
	<link>https://www.jatorozumiem.pl</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Wakacyjny przewodnik po prawie autorskim</title>
		<link>https://www.jatorozumiem.pl/wakacyjny-przewodnik-po-prawie-autorskim/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ja to rozumiem!]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 25 Jun 2021 15:18:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo w praktyce]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.jatorozumiem.pl/?p=8360</guid>

					<description><![CDATA[Wakacje to okres wzmożonej aktywności w mediach społecznościowych. Wg. badań blisko połowa urlopowiczów zamieszcza na swoich profilach bieżące relacje z wyjazdów, a tylko nieco ponad 10 % decyduje się na całkowite odcięcie od urządzeń mobilnych z dostępem do Internetu. A &#8230; ]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><b>Wakacje to okres wzmożonej aktywności w mediach społecznościowych. Wg. badań blisko połowa urlopowiczów zamieszcza na swoich profilach bieżące relacje z wyjazdów, a tylko nieco ponad 10 % decyduje się na całkowite odcięcie od urządzeń mobilnych z dostępem do Internetu. A że prawo autorskie nie ma wakacji pamiętajmy, że urlop nie zwalnia z przestrzegania przepisów regulujących korzystanie z cudzej twórczości, czy dotyczących rozpowszechniania wizerunku osób. Warto zatem zapoznać się z wakacyjnym przewodnikiem po prawie autorskim.</b></p>
<p>Prawo własności intelektualnej jest codziennością wszystkich – zarówno konsumentów, jak i przedsiębiorców. Mimo to badania przeprowadzone w 2020 roku przez Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) wskazują na powszechną niską świadomość jego roli. Jest to duży problem, albowiem dalej globalnie nie zrozumiałym jest to, że prawo stanowi element życia, zaś niemal wszystkie nasze aktywności – w tym także te w sieci – podlegają ochronie prawnej.</p>
<p><b>Prawo panoramy</b></p>
<p>Większość otaczających nas przedmiotów czy zjawisk można spokojnie zakwalifikować jako utwory w rozumieniu prawa autorskiego. Reklama na bilbordzie, muzyka z radia czy w końcu budynki, rzeźby i inne obiekty, na stałe umiejscowione w przestrzeni publicznej podlegają regulacjom, określającym zasady ich eksploatacji. Najważniejszym przepisem w tym kontekście będzie uregulowane w art. 33 pkt 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych tzw. prawo panoramy (znane również jako „wolność panoramy”), które pozwala na wykorzystywanie (nawet komercyjne) „utworów wystawionych na stałe na ogólnie dostępnych drogach, ulicach, placach lub w ogrodach, jednakże nie do tego samego użytku”<a title="" href="file:///C:/Users/peewe/AppData/Local/Temp/Artyku%C5%82-%20wakacje%20legalna%20kultura%20PR%20PR%20wersja%20dla%20prasy%20PR-1.docx#_ftn1">[1]</a> (utworem w tym kontekście są oczywiście budynki stanowiące bezsprzecznie wynik pracy twórczej ich projektantów, architektów i budowniczych.). Celem tego przepisu jest przede wszystkim umożliwienie swobodnego fotografowania lub filmowania przestrzeni publicznej bez konieczności uzyskiwania jakichkolwiek zgód. Pamiętając, że rozpowszechnianie utworu (przedmiotu prawa autorskiego) zależne jest od zgody twórcy, wolność panoramy stanowi ciekawy wyjątek od ogólnej (i naczelnej) zasady prawa autorskiego. Należy jednak wspomnieć, iż rzeczona wolność jest w zasadzie nieco ograniczona, gdyż dotyczy jedynie obiektów stale wkomponowanych w krajobraz danego miasta. Spod regulacji wyłączone są wszelkie czasowe ekspozycje artystyczne czy wystawy sklepowe.</p>
<p>Od ogólnej zasady istnieją jednak pewne wyjątki, o którym warto pamiętać – zwłaszcza w okresie wakacyjnym. Ciekawym przykładem Wieża Eiffla. Najpopularniejszą atrakcję turystyczną Paryża można swobodnie fotografować za dnia, jednak, aby legalnie opublikować zdjęcia wykonane w nocy, musimy już uzyskać pozwolenie. Dlaczego? Otóż prawem autorskim chronione jest oświetlenie obiektu. Iluminacja świetlna wieży Eiffla została stworzona przez Pierre&#8217;a Bideau na początku 1985 r. Francuskie sądy uznały, że takie oświetlenie jest na tyle oryginalne i nowatorskie, iż stanowi samodzielny utwór chroniony przez francuskie prawo (Sąd Apelacyjny w Paryżu, 11.06.1990 r., Francuski Sąd Najwyższy, 3.03.1992 r.,). Prawa te są zarządzane w imieniu i na rzecz paryskiego merostwa przez Stowarzyszenie ds. Eksploatacji wieży Eiffla (Société d&#8217;Exploitation de la Tour Eiffel) i to właśnie do tego organu należy się zgłosić po upoważnienie do rozpowszechniania wizerunku wieży Eiffla z nocną iluminacją świetlną. W przeciwnym razie, takie zdjęcie zostanie po prostu usunięte z portalu, na który je wrzuciliśmy. Może wydawać się to mało prawdopodobne, ale rzeczywiście tak się dzieje – służby francuskie muszą mieć pełne ręce turystycznej roboty. Podobne, choć ograniczone wyłącznie do użytku komercyjnego, zasady dotyczą m.in. brytyjskiego London Eye czy nowojorskiego Chrysler Building.</p>
<p>Często zdarza się, że niektóre obiekty naginają lekko prawo i rejestrują bryły budynków jako znaki towarowe, co zupełnie wyklucza ich wykorzystanie w celach komercyjnych (np. stworzenie materiału video, który w zamyśle ma zarabiać np. na YouTube). Przykładami takich budowli są m.in. Zamek Królewski w Krakowie czy Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Podobne zasady obowiązują w przypadku wielu dzieł sztuki, jednak wiele innych znajduje się w domenie publicznej – możemy więc fotografować bez obaw np. Wenus z Milo czy znajdującego się we Florencji Dawida. Więcej na temat <a href="https://www.legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3553,domena-publiczna-ad-2021"><b>domeny publicznej</b></a> i reguł korzystania ze znajdujących się w niej utworów można przeczytać na stronie Legalnej Kultury.</p>
<p>Zwyczajowo przyjmuje się, że art 33 Pr. Aut. dotyczy wyłącznie obiektów znajdujących się w otwartej przestrzeni publicznej. Taka konstrukcja przepisu sprawia, że nie obejmuje on wnętrz budynków, takich jak np. hale dworcowe czy sale restauracyjne. W sytuacji, w której chcielibyśmy udostępnić materiały przedstawiające taką przestrzeń będziemy musieli uzyskać zgodę nie tylko właściciela praw autorskich, ale również właściciela bądź zarządcy samego obiektu. Warto zatem przed wizytą w danym muzeum czy bibliotece zapoznać się zasadami obowiązującymi w zakresie rozpowszechniania zdjęć wnętrz budynku. Tak samo, jak warto czytać muzealne regulaminy – w nich bowiem znajdziemy informacje dotyczące fotografowania eksponatów. Co prawda, można zaryzykować stwierdzenie, że w większości przypadków prawa autorskie już wygasły (70 lat od śmierci autora bądź ostatniego ze współautorów dzieła), nie znaczy to jednak, że instytucje nie mogą wprowadzać własnych wytycznych. Najczęściej spotykanym obostrzeniem jest zakaz używania lamp błyskowych, które mają powodować reakcje fotochemiczne ingerujące w strukturę konkretnego eksponatu czy obrazu.</p>
<p><b>Zdjęcia nie (osobiste)<br />
</b></p>
<p>Podstawową zasadą polskiego systemu ochrony własności intelektualnej, jest podział na prawa autorskie majątkowe oraz osobiste. Majątkowe dotyczą kwestii eksploatacji dzieła (i rozliczania się z niej), natomiast osobiste, tworzą bardziej metafizyczny wymiar relacji autora z utworem. To od twórcy zależy bowiem czy i w jakiej formie dany utwór zostanie opublikowany. Autorowi przysługuje także prawo do podpisania dzieła imieniem i nazwiskiem lub pseudonimem artystycznym. Dokładnie z taką sytuacją możemy mieć do czynienia, gdy poprosimy jakąś osobę o zrobienie nam zdjęcia. Wówczas, pomimo iż, telefon lub aparat jest naszą własnością, autorem fotografii, a co za tym idzie podmiotem uprawnionym do decydowania o pierwszym udostępnieniu i dalszej jej eksploatacji, jest właśnie ta przypadkowa osoba. Oczywiście, przed wszystkim należałby zbadać czy niedbale wykonane zdjęcie będzie w ogóle utworem. Należy bowiem pamiętać, iż pomimo tego, że utworem jest <i>„każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia”<a title="" href="file:///C:/Users/peewe/AppData/Local/Temp/Artyku%C5%82-%20wakacje%20legalna%20kultura%20PR%20PR%20wersja%20dla%20prasy%20PR-1.docx#_ftn2"><b>[2]</b></a>, </i>to nie każde zdjęcie będzie automatycznie objęte ochroną. Aby do tego doszło, przy kształtowaniu ich formy „fotograf” musi wykorzystać <i>„obszar swobody w wyborze i uporządkowaniu składników utworu”<a title="" href="file:///C:/Users/peewe/AppData/Local/Temp/Artyku%C5%82-%20wakacje%20legalna%20kultura%20PR%20PR%20wersja%20dla%20prasy%20PR-1.docx#_ftn3"><b>[3]</b></a>. </i>Chodzi tutaj o to, aby osoba wykonująca fotografie zwróciła uwagę na pewne aspekty, które nadają ostatecznemu efektowi jego pracy cech twórczych. Zalicza się do nich przede wszystkim m.in.: świadomy wybór momentu fotografowania, ustalenie głębi, ostrości i perspektywy fotografii, świadome kadrowanie, zastosowanie efektów specjalnych (chociażby wybranie odpowiedniego filtru w telefonie) czy też nadanie fotografii określonego charakteru. Oczywiście jest to tylko teoria prawa. Zdajemy sobie bowiem sprawę z faktu, że wypełnianie tych wszystkich obowiązków, które narzuca na nas Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych jest właściwie niemożliwe. W tym wypadku nieprzestrzeganie tych przepisów jest jedyną szansą na to, żeby nie doszło do paraliżu naszego społecznego życia. Trzeba jednak wspomnieć, że jeśli zdjęcia są wykorzystywane w celach osobistych i niekomercyjnych, zazwyczaj nie ma problemu. Gdyby jednak zdjęcie bez wiedzy autora pojawiło się np. na stocku, jego autor może wybrać drogę sądową do dochodzenia swoich praw. A to byłaby niezbyt przyjemna pamiątka z wakacji.</p>
<p><b>Wczasy w sieci</b><b></b></p>
<p>W dzisiejszych czasach, wakacyjne zdjęcia rzadko ląduje wyłącznie w domowych albumach. Zamiast tego, większość treści trafia na popularne serwisy społecznościowe takie jak Facebook czy Instagram. O korzystaniu z nich oraz zasadach tworzenia memów możecie przeczytać w artykułach: <a href="/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3494,jak-korzystac-z-instagrama-aby-nie-narobic-sobie-klopotow"><b>Jak korzystać z instagrama, aby nie narobić sobie kłopotów?</b></a>, a także <a href="/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3531,facebook-zablokuje-nielegalne-tresci-jak-korzystac-z-udostepnianych-zdjec"><b>Jak korzystać ze zdjęć udostępnianych na Facebooku?</b></a> oraz <a href="/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3573,tworcy-memow-tez-maja-prawa-autorskie-gdzie-lezy-granica-modyfikacji-utworu"><b>Twórcy memów też mają prawa autorskie</b></a>. Wokół regulaminów tych platform narosło wiele mitów – nawet tak absurdalnych jak teorie o tym, że wspomniane firmy przejmują wszelkie prawa do udostępnianych tam materiałów. Jest to oczywiście nadinterpretacja niektórych zapisów regulaminowych. Zasady użytkowania Facebooka czy Instagrama nie dają im żadnego prawa własności do naszych zdjęć. Co prawda, mogą nimi dysponować w zakresie licencji<a title="" href="file:///C:/Users/peewe/AppData/Local/Temp/Artyku%C5%82-%20wakacje%20legalna%20kultura%20PR%20PR%20wersja%20dla%20prasy%20PR-1.docx#_ftn4">[4]</a>, którą udzielamy wrzucając treści, ale pozostają one ciągle naszą własną i niezbywalną własnością, którą mamy prawa rozporządzać bez ograniczeń. <i>„Fragment dotyczący informacji o użytkowniku i umieszczanych przez niego treści w naszych warunkach użytkowania nie ulega zmianie. Nie możemy sprzedać czegoś, czego nie mamy. Wszystko, co umieszczasz na Facebooku, pozostaje twoją własnością</i>” – tłumaczył swego czasu Matt Steinfeld, ówczesny kierownik firmy odpowiadający za komunikację w sprawach prywatności (privacy communications manager). Zgoda jest potrzebna Facebookowi po to, by mógł on w ogóle prezentować wrzucane zdjęcia na ścianach innych użytkowników – czyli do jego podstawowej działalności. Nie daje mu prawa do sprzedania ich komuś innemu bez naszej wiedzy i zgody. Ważne jest też to, że zgodnie z regulaminem licencja wygasa w momencie usunięcia wrzuconych przez nas konkretnych fotografii lub całego konta. Nie powinniśmy mieć zatem obaw przed udostępnianiem tego typu treści w mediach społecznościowych – zdjęcia pozostaną wyłączną własnością ich autorów.</p>
<p>Jeśli ten przewodnik jest dla Was inspiracją do pogłębienia wiedzy o prawach własności intelektualnej, zapraszamy do skorzystania z <a href="https://www.jatorozumiem.pl/kurs-interaktywny-uwaga-plagiat/"><b>INTERAKTYWNEGO KURSU</b> <b>PRAWA WŁASNOŚCI INTELEKTUALNEJ</b></a>. To przyjazny, przystępny i rzeczowy przewodnik po prawie autorskim, który będzie pomocą w nie tylko w czasie wakacyjnych podróży, ale również w nauce, aktywnościach twórczych oraz korzystaniu z zasobów internetu w życiu codziennym. Znajdziecie w nim informacje niezbędne dla każdego, kto na co dzień ma do czynienia z szeroko rozumianą twórczością i jest aktywny w cyfrowej rzeczywistości.</p>
<p>Autor <b>Paweł Kowalewicz</b></p>
<p>Fot. Freepik Premium</p>
<hr />
<p><a title="" href="file:///C:/Users/peewe/AppData/Local/Temp/Artyku%C5%82-%20wakacje%20legalna%20kultura%20PR%20PR%20wersja%20dla%20prasy%20PR-1.docx#_ftnref1">[1]</a> http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19940240083/U/D19940083Lj.pdf</p>
<div>
<div>
<p><a title="" href="file:///C:/Users/peewe/AppData/Local/Temp/Artyku%C5%82-%20wakacje%20legalna%20kultura%20PR%20PR%20wersja%20dla%20prasy%20PR-1.docx#_ftnref2">[2]</a> Art. 1 Pr. Aut., http://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19940240083/U/D19940083Lj.pdf</p>
</div>
<div>
<p><a title="" href="file:///C:/Users/peewe/AppData/Local/Temp/Artyku%C5%82-%20wakacje%20legalna%20kultura%20PR%20PR%20wersja%20dla%20prasy%20PR-1.docx#_ftnref3"><br />
[3]</a> Fotograf, fotografia, prawo, Wojciech Orżewski, wyd. II rozszerzone, str. 50</p>
</div>
<div>
<p><a title="" href="file:///C:/Users/peewe/AppData/Local/Temp/Artyku%C5%82-%20wakacje%20legalna%20kultura%20PR%20PR%20wersja%20dla%20prasy%20PR-1.docx#_ftnref4"><br />
[4]</a> „Szczególnie w przypadku udostępniania, publikacji lub przesyłania treści objętych prawami własności intelektualnej w naszych Produktach lub w powiązaniu z nimi użytkownik udziela nam licencji niewyłącznej, zbywalnej, obejmującej prawo do udzielania sublicencji, bezpłatnej i globalnej do korzystania, wykorzystywania, dystrybuowania, modyfikowania, uruchamiania, kopiowania, publicznego odtwarzania lub wyświetlania, tłumaczenia jego treści i tworzenia na ich podstawie utworów pochodnych (zgodnie z wybranymi przez użytkownika ustawieniami prywatności i aplikacji). Oznacza to na przykład, że udostępniając zdjęcie na Facebooku, użytkownik udziela nam zgody na przechowywanie, kopiowanie i udostępnianie go innym użytkownikom (w tym przypadku też zgodnie z ustawieniami swojego konta), np. dostawcom usług obsługującym nasz serwis lub inne produkty Facebooka, z których użytkownik korzysta. Licencja wygaśnie w momencie usunięcia treści użytkownika z naszych systemów.”; <a href="https://www.facebook.com/legal/terms">https://www.facebook.com/legal/terms</a></p>
</div>
</div>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Creative Commons. Jak działają wolne licencje?</title>
		<link>https://www.jatorozumiem.pl/creative-commons-jak-dzialaja-wolne-licencje/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ja to rozumiem!]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 09 May 2021 14:21:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo w praktyce]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.jatorozumiem.pl/?p=7746</guid>

					<description><![CDATA[W przeciwieństwie do standardowych licencji, te nazywane wolnymi, opierają się na idei wolności i jak najszerszego dostępu do dzieł, które korzystają z ich ochrony. Niedługo minie 35 lat od pierwszych prób stworzenia wolnego systemu korzystania z utworów. Wolna licencja to umowa licencyjna z mechanizmem &#8230; ]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W przeciwieństwie do standardowych licencji, te nazywane wolnymi, opierają się na idei wolności i jak najszerszego dostępu do dzieł, które korzystają z ich ochrony. Niedługo minie 35 lat od pierwszych prób stworzenia wolnego systemu korzystania z utworów.</strong></p>
<p>Wolna licencja to umowa licencyjna z mechanizmem copyleft<a href="#_ftn1">[1]</a>, w której użytkownicy dostają szereg uprawnień związanych z podmiotem licencji. Pierwszą próbą stworzenia wolnej licencji było opublikowanie przed Richarda Stallmana Manifestu GNU (system operacyjny złożony wyłącznie z wolnego oprogramowania) w 1983 r.<a href="#_ftn2">[2]</a> Pierwotnie tekst powstał w celu pozyskania współpracowników i rozwoju prac nad bezpłatnym, otwartym systemem operacyjnym posiadającym wszystkie cechy użytkowe i strukturę Unix’a &#8211; popularnego w latach 70-tych i 80-tych oprogramowania rozwijanego przez Bell Labs. Twórcy systemu zastosowali podczas jego tworzenia wiele nowatorskich rozwiązań oraz założeń projektowych, które są wykorzystywane nawet we współczesnym programowaniu (np. hierarchiczny system plików). Manifest GNU wyjaśniał powody próby stworzenia wolnej alternatywy dla systemu Unix. Jak stwierdził sam Stallman: <em>„Sprzedawcy oprogramowania chcą podzielić użytkowników i nad nimi zapanować poprzez zmuszanie ich, by zgodzili się nie dzielić zakupionym oprogramowaniem. Odmawiam zerwania solidarności z innymi użytkownikami w taki sposób. Nie mogę z czystym sumieniem podpisać umowy o poufności lub umowy licencyjnej. Przez długie lata pracując w AI Lab [Laboratorium Sztucznej Inteligencji w Massachussets Institute of Technology] starałem się oprzeć takim tendencjom i innym tego typu działaniom, ale w końcu stały się one zbyt daleko posunięte: nie mogłem pozostać w instytucji, w której robi mi się takie rzeczy wbrew mojej woli. Aby nadal używać komputerów z honorem, zdecydowałem się zebrać razem wystarczającą ilość wolnego oprogramowania, żeby obejść się bez programów, które nie są wolne. Odszedłem z AI Lab, żeby odebrać MIT wszelkie prawne preteksty do powstrzymania mnie przed rozdawaniem GNU”</em><a href="#_ftn3"><em>[3]</em></a> Idea, od początku pozostawała jasna – chodziło o stworzenie możliwości pracy na otwartym kodzie źródłowym &#8211; <em>„kompletne źródła systemu będą dostępne dla każdego. W rezultacie użytkownik potrzebujący zmian w systemie zawsze będzie mógł je zrobić sam albo wynająć jakiegokolwiek programistę lub firmę by zrobili to dla niego. Użytkownicy nie będą już na łasce jednego programisty lub firmy posiadających na własność kod źródłowy i będących jedynymi uprawnionymi do wprowadzania zmian.”</em><a href="#_ftn4"><em>[4]</em></a><em>.</em></p>
<p>Założenia projektu GNU wydają się być zatem jasne – dostarczenie użytkownikom nie tylko możliwie najszerszego dostępu do usługi, ale także platformy do pracy na jądrze systemu – jego kodzie źródłowym. Za pomysłami poszły czyny i już w 1988 r. powstała pierwsza licencja <em>GNU General Public License, </em>która zastąpiła <em>Emacs General Public License. </em>Celem licencji GNU GPL było przekazanie użytkownikom czterech podstawowych wolności:</p>
<ul>
<li>uruchamiania programu w dowolnym celu;</li>
<li>analizowania, jak program działa i dostosowywania go do swoich potrzeb;</li>
<li>rozpowszechniania niezmodyfikowanej kopii programu;</li>
<li>udoskonalania programu i publicznego rozpowszechniania własnych ulepszeń, dzięki czemu może z nich skorzystać cała społeczność.</li>
</ul>
<p>Mniej więcej w tym samym czasie trwały prac nad stworzenie zupełnie otwartej licencji – bardziej liberalnej wersji licencji wolnej. Pierwszą z nich była udostępniona w 1989 r. Berkeley Software Distribution License. BSDL zezwalała nie tylko na modyfikacje kodu źródłowego i jego rozprowadzanie w takiej postaci, ale także na rozprowadzanie produktu bez postaci źródłowej czy włączenia do zamkniętego oprogramowania, pod warunkiem załączenia do produktu informacji o autorach oryginalnego kodu i treści licencji. Oba opisane wyżej projektu są obecnie uznawane za kamienie milowe w procesie zmiany myślenia o eksploatacji cudzej pracy. Okazało się bowiem, że model opierający się wyłącznie na ochronie twórców, a co za tym idzie ochronie interesów wielkich korporacji, jest sprzeczny z tym czego oczekują programiści jak i zwykli użytkownicy systemów operacyjnych.</p>
<p>Po ponad dziesięciu latach od wypuszczenia pierwszych wolnych licencji, w 2001 r. powstaje Creative Commons (dalej „CC”) – amerykańska organizacja non-profit, której działania dążą do propagowania idei wolnych licencji, a także do znalezienia kompromisu pomiędzy interesami twórców i użytkowników danych dzieł. Powstanie CC przyniosło także inną ważną zmianą, a mianowicie rozszerzenie stosowania idei copyleft, na inne niż oprogramowanie utwory. W tym celu stworzono wiele rodzajów wolnych licencji, odpowiadających szerokiemu wachlarzowi kreatywnych dyscyplin. Oddajmy jednak głos samym zainteresowanym. Na oficjalnej stronie CC czytamy bowiem, że: „<em>wszystkie licencje Creative Commons mają wiele istotnych cech wspólnych. Każda licencja pozwala twórcom — nazywamy ich licencjodawcami, jeśli korzystają z naszych narzędzi — zachować prawa autorskie, jednocześnie umożliwiając innym kopiowanie, rozpowszechnianie oraz korzystanie z utworów — co najmniej w celach niekomercyjnych. Każda licencja Creative Commons zapewnia, że prawa licencjodawcy zostaną uszanowane. Każda licencja Creative Commons działa na całym świecie i trwa tak długo, jak obowiązujące tam prawo autorskie (podstawą licencji CC jest prawo autorskie). Te wspólne cechy służą jako baza, do której licencjodawca może dodawać kolejne warunki decydując w ten sposób jak inni będą mogli korzystać z jego utworu.”</em><a href="#_ftn5"><strong><em>[5]</em></strong></a><em> </em>Wyróżnia się 6 głównych licencji, które można stosować dla dowolnego utworu. Nie są one jednak przeznaczone do licencjonowania oprogramowania – CC do tego celu poleca licencje oferowane przez Free Software Foundation lub Open Source Initiative. Poniżej znajduje się krótki opis każdej z kombinacji warunków, składających się na poszczególne licencje:</p>
<ul>
<li><strong>CC-BY – uznanie autorstwa</strong> &#8211; ta licencja umożliwia innym dystrybucję, remiksowanie, adaptację i tworzenie na podstawie pracy pierwotnej, nawet komercyjnej, pod warunkiem uznania autorstwa. Jest to najbardziej przydatna z oferowanych licencji. Zalecana w celu maksymalnego rozpowszechniania i wykorzystywania licencjonowanych materiałów.<a href="#_ftn6">[6]</a></li>
<li><strong>CC BY-SA &#8211; uznanie autorstwa &#8211; na tych samych warunkach &#8211; </strong>licencja pozwala innym na remiksowanie, adaptację i tworzenie na podstawie pracy pierwotnej, nawet w celach komercyjnych, pod warunkiem, uznania autorstwa i udzielenie ewentualnych, dalszych licencji na nowe dzieła na identycznych warunkach. CC BY-SA jest często porównywana do bezpłatnych i otwartych licencji oprogramowania typu „copyleft”. Wszystkie nowe dzieła będą objęte tą samą licencją, więc wszelkie pochodne będą również zezwalać na komercyjne wykorzystanie. Jest to licencja używana przez <a href="https://www.legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3554,idea-copyleft-jakie-licencje-obowiazuja-na-wikipedii"><strong>Wikipedię</strong></a> i jest zalecana dla materiałów, które skorzystałyby na włączeniu treści z Wikipedii i podobnie licencjonowanych projektów.<a href="#_ftn7">[7]</a></li>
<li><strong>CC BY-ND &#8211; uznanie autorstwa &#8211; bez utworów zależnych &#8211; </strong>ta licencja umożliwia innym ponowne wykorzystanie utworu w dowolnym celu, w tym w celach komercyjnych; nie można ich jednak udostępniać w innej niż oryginalnej formie, a autorstwo pracy pierwotnej powinno być oznaczone.<a href="#_ftn8">[8]</a></li>
<li><strong>CC BY-NC &#8211; uznanie autorstwa &#8211; użycie niekomercyjne &#8211; </strong>pozwala innym na remiksowanie, adaptację i tworzenie na podstawie pracy pierwotnej, w niekomercyjny sposób i chociaż nowe utworu muszą również zawierać uznanie autorstwa i być niekomercyjne, nie muszą licencjonować dzieł pochodnych na tych samych warunkach.<a href="#_ftn9">[9]</a></li>
<li><strong>CC BY-NC-SA &#8211; uznanie autorstwa &#8211; użycie niekomercyjne &#8211; na tych samych warunkach &#8211; </strong>licencja pozwala innym na remiksowanie, adaptację i tworzenie prac w sposób niekomercyjny, o ile uznają autorstwo i udzielą licencji na swoje nowe dzieła na identycznych warunkach.<a href="#_ftn10">[10]</a></li>
<li><strong>CC BY-NC-ND &#8211; uznanie autorstwa &#8211; użycie niekomercyjne &#8211; bez utworów zależnych &#8211; </strong>ta licencja jest najbardziej restrykcyjna spośród wszystkich licencji CC. Pozwala jedynie na pobieranie utworu i dzielenie się nim z innymi, tak długo jak autorstwo zostaje uznane, a utwór nie jest modyfikowany lub wykorzystywany komercyjnie.<a href="#_ftn11">[11]</a></li>
</ul>
<p>Na sam koniec chciałbym jeszcze raz zacytować fragment manifestu GNU z 1985 roku, który moim zdaniem będzie właściwym podsumowaniem rozważań ujętych w niniejszym tekście: <em>„Nie ma nic złego w oczekiwaniu na zapłatę za wykonaną pracę, albo w próbowaniu uzyskania jak największych dochodów, jeśli tylko nie używa się do tego destrukcyjnych środków. Jednak sposoby obecnie będące w zwyczaju na polu oprogramowania opierają się na destrukcji. Wyciąganie pieniędzy od użytkowników programu poprzez ograniczanie jego użycia jest destrukcyjne, ponieważ ograniczenia te redukują ilość możliwych sposobów, w jakie program ten może być wykorzystany. To z kolei redukuje ogólne korzyści, które dzięki niemu uzyskuje cała ludzkość. Jeśli celowo się coś ogranicza, to szkodliwe tego konsekwencje są celową destrukcją. Dobry obywatel nie powinien używać takich destrukcyjnych środków, aby się wzbogacić, ponieważ jeśli każdy by w ten sposób postępował, to wszyscy zbiednielibyśmy przez wzajemną destrukcyjność. To etyka kantowska, zwana też złotą zasadą. Skoro nie podobają mi się konsekwencje wynikające z tego, że nikt nie dzieli się informacjami, to jestem zobligowany uważać, że takie postępowanie jest złe. Mówiąc konkretnie, chęć bycia nagrodzonym za kreatywność nie usprawiedliwia pozbawiania całego świata części lub całości tej kreatywności.”</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Artykuł powstał we współpracy z Fundacją Legalna Kultura</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="#_ftnref1">[1]</a> Rodzaj systemu licencjonowania praw autorskich, zezwalający na modyfikację pracy i jej dalszą redystrybucję na identycznych warunkach. Więcej informacji można znaleźć w artykule: <a href="https://www.legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3554,idea-copyleft-jakie-licencje-obowiazuja-na-wikipedii">https://www.legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3554,idea-copyleft-jakie-licencje-obowiazuja-na-wikipedii</a></p>
<p><a href="#_ftnref2">[2]</a> GNU to uniksopodobny system operacyjny złożony wyłącznie z wolnego oprogramowania. <em>https://www.gnu.org/gnu/manifesto.pl.html</em></p>
<p><a href="#_ftnref3">[3]</a> Tamże</p>
<p><a href="#_ftnref4">[4]</a> Tamże</p>
<p><a href="#_ftnref5">[5]</a> https://creativecommons.org/licenses/</p>
<p><a href="#_ftnref6">[6]</a> https://creativecommons.org/licenses/by/4.0</p>
<p><a href="#_ftnref7">[7]</a> https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0/</p>
<p><a href="#_ftnref8">[8]</a> https://creativecommons.org/licenses/by-nd/4.0/</p>
<p><a href="#_ftnref9">[9]</a> https://creativecommons.org/licenses/by-nc/4.0/</p>
<p><a href="#_ftnref10">[10]</a> https://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/4.0/</p>
<p><a href="#_ftnref11">[11]</a> https://creativecommons.org/licenses/by-nc-nd/4.0/</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Prawo autorskie w edukacji – o czym pamiętać w procesie edukacji</title>
		<link>https://www.jatorozumiem.pl/prawo-autorskie-w-edukacji-o-czym-pamietac-w-procesie-edukacji/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ja to rozumiem!]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 07 May 2021 14:37:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo w praktyce]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.jatorozumiem.pl/?p=7727</guid>

					<description><![CDATA[Wprawdzie obecnie to sytuacja pandemiczna decyduje o perspektywie powrotu uczniów do placówek oświatowych. Niezależnie jednak od sposobu nauczania, nie należy zapominać, że proces edukacyjny jest pełen prawa autorskiego i możliwości jego naruszenia. Jak nie pogubić się w gąszczu przepisów? &#160; ETAP &#8230; ]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Wprawdzie obecnie to sytuacja pandemiczna decyduje o perspektywie powrotu uczniów do </strong><strong>placówek oświatowych. Niezależnie jednak od sposobu nauczania, nie należy zapominać, że proces edukacyjny jest pełen prawa autorskiego i możliwości jego naruszenia. Jak nie pogubić się w gąszczu przepisów?</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>ETAP I: Przygotowania</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Końcówka sierpnia kojarzy mi się z gorączkowym poszukiwaniem pomocy naukowych. Wyposażenie piórnika czy zeszyty to jedna sprawa. Trzeba jednak skądś te wiedzę brać i tu pomocne okazują się podręczniki. Dość drogie i wystarczające właściwie tylko na jeden rok szkolny. Nie wszystkich rodziców stać na to, aby kupić cały zestaw nowych książek, dlatego wiele osób decyduje się na skorzystanie z ofert licznych giełd podręcznikowych lub punktów ksero. Należy w tym miejscu podkreślić, że <strong>kserowanie pomocy naukowych jest dopuszczalne przez polskie prawo</strong>. Oczywiście pod kilkoma warunkami. Pierwszym jest wynikające z art. 23 ustawy o prawie autorskim <strong>prawo do użytku osobistego.</strong> Zgodnie z tym przepisem możemy nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego (czyli publicznie udostępnionego, np. wydanego wcześniej w księgarni) utworu w zakresie osobistego użycia powstałej kopii, czyli np. skserowanego podręcznika. Przepis, swoim zakresem obejmuje <em>„korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utwor</em><em>ó</em><em>w przez krąg os</em><em>ó</em><em>b pozostających w związku osobistym, w szczeg</em><em>ó</em><em>lności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.”</em> Bardzo ważnym zastrzeżeniem jest również zakaz komercyjnego wykorzystania takiego utworu. Dla przykładu, jeżeli pożyczymy książkę od koleżanki czy kolegi z klasy (stosunek towarzyski) i następnie skserujemy ją i <strong>będziemy z niej korzystali w celach naukowych – działamy w zgodzie z regulacjami prawnymi.</strong> Niedopuszczalna natomiast będzie sprzedaż tak powstałej kopii podręcznika.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W popularnych punktach ksero (zwłaszcza tych znajdujących się w pobliżu uniwersytetów i szkół) coraz częściej można się natknąć na oferty sprzedaży skopiowanych pomocy naukowych. Jest to niedopuszczalne, o czym świadczy art. 35 ustawy o prawie autorskim, zgodnie z którym „dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy”. Słuszne interesy twórcy będą w tej sytuacji oznaczały wyłączne prawo twórcy do zarabiania na swoich utworach. Ciekawą interpretację takich praktyk można znaleźć w artykule „Nieporozumienia wokół reprografii” autorstwa Janusza Barty i Ryszarda Markiewicza – <em>„Nie oznacza to (kserowanie podręcznik</em><em>ó</em><em>w przez punkty ksero – przyp. aut.) jednak zalegalizowania praktyki polegającej na prowadzeniu przez punkty kserograficzne podręcznych zbior</em><em>ó</em><em>w książek do kserowania; dla tego rodzaju działalności niezbędne byłoby uzyskanie przez punkt kserograficzny czy jednostkę organizacyjną, w kt</em><em>ó</em><em>rej strukturze taki punkt funkcjonuje, statusu biblioteki w rozumieniu obowiązującego prawa.” </em></p>
<p><em> </em></p>
<p><strong>ETAP II: Rozgrywka</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Placówki edukacyjne, w tym biblioteki, mają zapewnione specjalne traktowanie na gruncie prawa autorskiego. Nie powinno to jednak nikogo dziwić ani oburzać. Cały system prawny oparty jest na ustaleniach dotyczących wagi dwóch (lub więcej) interesów. W tym wypadku na szali mamy przepisy z zakresu ochrony własności intelektualnej oraz prawo do edukacji i zdobywania wiedzy. Dobrze działający system jest w stanie pogodzić te żywioły, minimalizując straty po obu stronach. Wspominam o tym, gdyż nauczyciele bardzo często korzystają z różnych metod naukowych &#8211; niektórzy swoje lekcje obrazują filmami, inni robią kserokopię obrazu, o którym chcą opowiedzieć. Tu na pomoc przychodzi kolejna forma dozwolonego użytku &#8211; tym razem w wersji publicznej. Dozwolony użytek edukacyjny to jedna z postaci dozwolonego użytku publicznego – instytucji prawnej umożliwiającej nieodpłatne korzystanie z utworów bez uprzednio uzyskanej zgody ich twórców. <strong>W przeciwieństwie do użytku osobistego, kt</strong><strong>ó</strong><strong>rego natura sprowadza się do prywatnego korzystania z utworu, użytek publiczny zmierza do udostępnienia go nieograniczonej publiczności.</strong> Jego genezy należy szukać w Konwencji Berneńskiej (o ochronie dzieł literackich i artystycznych). Zgodnie z art. 10 „<em>ustawodawstwo państw należących do Związku oraz porozumienia szczeg</em><em>ó</em><em>lne, istniejące lub zwarte w przyszłoś</em><em>ci mi</em><em>ędzy nimi stanowią o możliwości legalnego korzystania, w stopniu uzasadnionym przez zamierzony cel, z dzieł literackich lub artystycznych dla zilustrowania nauczania za pomocą środk</em><em>ó</em><em>w publikacji, audycji radiowo-telewizyjnych, zapis</em><em>ó</em><em>w dźwiękowych lub wizualnych pod warunkiem, że takie korzystanie jest zgodne z przyjętym zwyczajem.”</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>W przełożeniu tego na polski grunt pomaga art. 27 ustawy o prawie autorskim, który jest niejako skrótem tekstu z Konwencji Berneńskiej. Skompresowanie tej normy prawnej doprowadziło do wielu wątpliwości interpretacyjnych. Niestety badania przeprowadzane na przestrzeni lat jasno pokazują, że nauczyciele nie odnajdują się w gąszczu przepisów i nie wiedzą co tak naprawdę im wolno, a czego robić nie powinni. Wyobraźmy sobie bowiem następującą sytuację. Nauczyciel np. języka polskiego proponuje uczniom wspólne obejrzenie filmu. I tak jak np. projekcja znanej ekranizacji lektury szkolnej będzie wypełniała cel dydaktyczny, to już obraz, który nie jest bezpośrednio związany z programem pozostawia pole do interpretacji. Bo z jednej strony nie wypełnia on podstawy programowej, ale z drugiej, może wywołać ciekawą dyskusję o formach wyrazu filmowego czy o kulturowych odniesieniach zwartych w samej treści. Granica pomiędzy dobrą rozrywką, a dobrą edukacją jest zatem niezwykle umowna. Tak jak już wcześniej wspomniałem, <strong>polskie prawo dopuszcza kserowanie podręcznik</strong><strong>ó</strong><strong>w, jednak pod warunkiem korzystania jedynie z „fragmentu” utworu, czyli np. kilku stron bezpośrednio odnoszących się do dydaktycznego celu konkretnej lekcji.</strong> Co za tym idzie, pedagog nie może wydrukować publikacji z internetu (choćby była tam legalnie umieszczona), a następnie rozdać uczniom. Może natomiast wskazać swoim podopiecznym adres „www”, pod którym znajdą legalnie zamieszczony tekst czy podręcznik – wtedy uczniowie będą mogli z niego korzystać na podstawie dozwolonego użytku osobistego, który nie zawiera ograniczeń do fragmentów utworów.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>ETAP III: Fina</strong><strong>ł</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Czy zastanawialiście się kiedyś czy tzw. klasówki są objęte ochroną autorską? Ja szczerze przyznaję, że nie. Przyznanie statusu utworu, sprawdzianom przeprowadzanym na lekcjach wydaje się karkołomne, a jednak życie lubi zaskakiwać. <strong>Jakiś czas temu, w środowisku oświatowym rozgorzała dyskusja o udostępnianiu rodzicom sprawdzonych klas</strong><strong>ó</strong><strong>wek i kartk</strong><strong>ó</strong><strong>wek.</strong> Nauczyciele są do tego zobowiązani na podstawie art. art. 44e ust. 4 ustawy o systemie oświaty. Przepis ten stanowi, że sprawdzone i ocenione prace pisemne ucznia są udostępniane uczniowi i jego rodzicom. Co jednak w przypadku, gdy zestaw zadań, które belfer przygotował, jest na tyle kreatywny i indywidualny, że może stanowić odrębny utwór i wymagać ochrony praw autorskich jego twórcy?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Sytuacja jest patowa, gdyż szkoły nie pozwalają rodzicom na np. kserowanie testów dzieci, a taka kopia może ułatwić uczniowi zrozumienie i poprawę popełnionych błędów. Argumentacja nauczyciele jest jednak dość konkretna i logiczna. Chodzi bowiem, o niewykorzystywanie cudzej pracy. Pracownik szkoły, któremu zależy na uczniach, będzie zapewne starał się układać ciekawe, rozwijające i kreatywne pytania. Moim zdaniem, świadczy to o poważnym podejściu do wykonywanego zawodu. W momencie, w którym screen takiej pracy trafia do sieci, inni mogą zacząć z tego dowolnie korzystać, tracąc tym samym szansę na indywidualne podejście do nauczania. Oczywiście można tu dyskutować o wyżej postawionym problemie wyboru i zadać sakramentalne pytanie, co jest ważniejsze &#8211; prawa nauczyciela czy edukacja dzieci. Niestety nie umiem jednoznacznie rozwiązać tak postawionego problemu. Należy jednak pamiętać, że w przypadku klasycznych prac pisemnych, które polegają na udzielaniu odpowiedzi na pytania lub zadania opisowe matematyczne, fizyczne czy z chemii, autorem, któremu przysługują prawa autorskie do testu, jest uczeń. To on „tworzy” właściwą treść takiego sprawdzianu i nie może być tu mowy o ograniczaniu do niego dostępu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>ETAP IV &#8211; Fiesta</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Na szczęście szkoła to nie tylko sprawdziany i oceny. Zdarzają się przecież różnego rodzaju imprezy, a niektóre placówki mają nawet radiowęzły. W moim liceum, również taki był i jako wielki fan muzyki i szeroko pojętej kultury, oczywiście zasilałem szeregi radiowęzłowej ekipy. Nigdy nie zastanawiałem się jednak, czy to co robię jest zgodne z prawem autorskim. <strong>Istnienie radiowęzłów nie stanowi naruszenia przepis</strong><strong>ó</strong><strong>w ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych – takie stanowisko potwierdza ZAiKS</strong><a href="#_ftn1" name="_ftnref1"><strong><sup>[1]</sup></strong></a><strong>.</strong> Warunkiem koniecznym jest by jego fal nie dało się odbierać poza granicami szkoły.  Dodatkowo, radiowęzły powinny być skupione na emisji stacji radiowych, a nie muzyki odtwarzanej z plików czy platform streamingowych. Można o tym przeczytać w art. 24 ustawy o prawie autorskim, zgodnie z którym <em>„wolno rozpowszechniać za pomocą anteny zbiorowej oraz sieci kablowej utwory nadawane przez inną organizację radiową lub telewizyjną drogą satelitarną albo naziemną, jeżeli następuje to w ramach r</em><em>ó</em><em>wnoczesnego, integralnego i nieodpłatnego rozpowszechniania program</em><em>ó</em><em>w radiowych lub telewizyjnych i przeznaczone jest do oznaczonego grona odbiorc</em><em>ó</em><em>w znajdujących się w jednym budynku”. </em></p>
<p><em>            </em></p>
<p><em> </em>W przypadku szkolnych imprez, sprawa nie wygląda już tak różowo. Dyskoteki czy innego rodzaju spotkania nie są przecież bezpośrednio powiązanie z procesem edukacyjnym, a jest to warunek do bezpłatnego wykorzystywania odtwarzanych utwórów. Art. 31 Pr. aut, stanowi jasno, że <em>„wolno nieodpłatnie publicznie wykonywać lub odtwarzać przy pomocy urządzeń lub nośnik</em><em>ó</em><em>w znajdujących się w tym samym miejscu co publiczność rozpowszechnione utwory podczas imprez szkolnych oraz akademickich, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie pośrednio lub bezpośrednio korzyści majątkowej i artyści wykonawcy oraz osoby odtwarzające utwory nie otrzymują wynagrodzenia.”. </em>Niestety w tym rozumieniu, „impreza szkolna” to np. apel, na którym obecne są władze szkoły. Wszelkie potańcówki, pomimo że nie są nastawione na zarobkowanie, muszą być poprzedzone opłaceniem stosownej licencji na rzecz Organizacji Zbiorowego Zarządzania, niezależnie od tego czy korzystamy z własnych plików muzycznych,  DJ-a czy zespołu.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Autor: <strong>Paweł Kowalewicz</strong> prawnik</p>
<p><a href="#_ftnref1" name="_ftn1"><sup>[1]</sup></a> <a href="https://zaiks.org.pl/192,154,27_wykorzystywanie_tworczosci_w_szkolach.st_2">https://zaiks.org.pl/192,154,27_wykorzystywanie_tworczosci_w_szkolach.st_2</a></p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak bezpiecznie korzystać ze zdjęć udostępnianych na Facebooku?</title>
		<link>https://www.jatorozumiem.pl/jak-bezpiecznie-korzystac-ze-zdjec-udostepnianych-na-facebooku/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ja to rozumiem!]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 07 May 2021 14:35:59 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo w praktyce]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.jatorozumiem.pl/?p=7754</guid>

					<description><![CDATA[Ostatnio pisaliśmy o sprawie dotyczącej nielegalnego wykorzystania zdjęć na Instagramie. Dziś zajmiemy się Facebookiem, a sprawa jest o tyle ciekawa, że dotyczy fotografii skradzionej przez… partię polityczną. Przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie toczył się interesujący proces zakończony wyrokiem wydanym 29 czerwca 2020 r. Pozew &#8230; ]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Ostatnio pisaliśmy o sprawie dotyczącej nielegalnego wykorzystania zdjęć na Instagramie. Dziś zajmiemy się Facebookiem, a sprawa jest o tyle ciekawa, że dotyczy fotografii skradzionej przez… partię polityczną.</strong></p>
<p>Przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie toczył się interesujący proces zakończony wyrokiem wydanym 29 czerwca 2020 r. Pozew wniosła Pani A., która zauważyła, że należąca do niej grafika została wykorzystana w działalności propagandowej pewnej polskiej partii politycznej. Chodziło o obrazek przedstawiający husarię, do którego prawa A. wykupiła za równowartość ok. 4000 złotych (1 tys. dolarów). Prawa zostały przekazane bezpośrednio od twórcy grafiki, co upoważniało panią A. m.in. do dalszego dysponowania utworem, w tym – do udzielania dalszych licencji na jego eksploatację. Tak również się stało. Jakiś czas później, A. podpisała stosowana umowę licencyjną, która uprawniała drugą stronę do wyłącznego korzystania z obrazka przez okres 5 lat. O szczegółach dotyczących rodzajów i sposobów korzystania z licencji już <a href="https://www.legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3224,licencja-taak">pisaliśmy</a>.  Husaria, ot tak, pojawiła się także na facebookowym profilu pewnej politycznego ugrupowania.  A., zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz zwyczajem prawnym, wysłała do nich przedsądowe wezwania do zaniechania naruszenia (jedno z roszczeń przysługujących w sprawach dotyczących prawa autorskiego i praw pokrewnych) oraz zażądała odszkodowania w wysokości 10 tys. złotych. W odpowiedzi dostała pismo, w którym formacja stwierdza, że grafikę ściągnęła z „rosyjskiej wyszukiwarki obrazów” i nie miała świadomości, że narusza tym czyjekolwiek prawa. Dodatkowo, określili sumą jako zbyt wybujałą, a w zamian zaproponowali przeprosiny. Na szczęście, rozsądna pani A. podziękowała za taką formę zadośćuczynienia i skierowała do sądu pozew opiewający na 16 tysięcy złotych.</p>
<p>Nie wdając się zbytnio w szczegóły procesu Sąd podniósł, iż <em>„bez znaczenia dla przedmiotowej sprawy jest </em><strong><em>„znalezienie” fotografii w Internecie</em></strong><em> w rosyjskiej wyszukiwarce zdjęć. Strona pozwana powinna </em><strong><em>podjąć działania w celu ustalenia autora dzieła</em></strong><em>. Ponadto dla ochrony autorskich praw majątkowych nie ma znaczenia, w jaki sposób dokonujący naruszenia wszedł w posiadanie grafiki, istotne jest bowiem </em><strong><em>to, że utwór „krążył” po sieci</em></strong><em> internet, pozwana dokonała jego publikacji, a powódka nie przewidziała takiej nieodpłatnej formy eksploatacji grafiki, albowiem dokonanie naruszeń przez inne podmioty </em><strong><em>nie może stanowić wystarczającego usprawiedliwienia dla naruszeń dokonanych przez pozwaną.”</em></strong><a href="#_ftn1"><em>[1]</em></a></p>
<p>Skład orzekający wyłuszczył zatem prostą zasadę, o której bardzo często internauci zapominają. Należy bowiem pamiętać, że jeśli chcemy wykorzystać zdjęcie lub grafikę znalezioną w Internecie, <strong>musimy zawsze uzyskać zgodę autora. </strong>W niektórych przypadkach będzie to trudno, a w niektórych niemożliwe. W takim przypadku powinniśmy <strong>zrezygnować z wykorzystania takich materiałów</strong> i poszukać takich, z których autorami będziemy mogli się skontaktować. Nie chodzi bowiem o zgodę samą w sobie, a także o sposób i cel eksploatacji zdjęcia/obrazka. <strong>Autor może sobie nie życzyć używania jego dzieła w konkretnym kontekście i celu. </strong>Może chodzić o np. o rozbieżność poglądów, jak w przypadku wrzucenia cudzych prac na fanpage partii politycznej. Jeżeli jednak (<strong>czego bardzo odradzam</strong>) zdecydujecie się na wykorzystanie zdjęcia, bez zgody czy nawet kontaktu z twórcą, <strong>należy pamiętać o podpisaniu autora jego imieniem i nazwiskiem lub pseudonimem. </strong>W razie ewentualnego sporu (choć jeszcze raz podkreślam, że nie należy pochwalać takich postaw) może to wpłynąć na naszą korzyść. Jest szansa, że właściciel praw, widząc, że nie próbowaliśmy przywłaszczyć autorstwa, zrezygnuje z pozwu i postanowi załatwić sprawę w sposób ugodowy. Pamiętajmy jednak, że w takich sytuacjach warto korzystać z zasobów bezpłatnych baz zdjęć, które bez problemu można znaleźć w <a href="https://legalnakultura.pl/pl/legalne-zrodla/fotografia">Bazie Legalnych Źródeł</a> lub bezpośrednio w Internecie. Takie zbiory udostępniają materiały na zasadach wolnych licencji Creative Commons, co umożliwia darmowe ściąganie i korzystanie z zamieszczonych tam fotografii i obrazków. Listę takich wolnych baz, znajdziecie na końcu artykułu.</p>
<p>Wracając jednak do Facebooka. Do tej pory była to platforma, na której bardzo często dochodziło do naruszeń, które opisałem wyżej. Wynikało to z niejasnych zapisów regulaminowych oraz zwykłej niewiedzy użytkowników. Platforma postanowiła jednak wyjść naprzeciw twórcom, którzy od lat sygnalizowali nagminne łamanie ich prawa oraz niezbyt stanowcze reakcje administracji Facebooka i udostępnili nowe narzędzie do dochodzenia swoich praw.<a href="#_ftn2">[2]</a> Jak wskazują sami twórcy narzędzie ma być proste w obsłudze i zapewniać maksymalną ochronę autorskich treści. Na początku, należy wgrać treści, które chcemy chronić, do „biblioteki odniesień”. Menedżer praw będzie od tego momentu sprawdzał, czy udostępniane przez kogoś innego materiału pasują do wrzuconego przez nas zdjęcia lub filmu. Innymi słowy, jeśli ktoś wrzuci wykonaną przez nas treść, nie uzyskując uprzednio zgody, algorytm platform wyłapie podobieństwo i poinformuje nas o tym fakcie. Dodatkowo istnieje możliwość ustawienia automatycznego przypisywania autorstwa. Może również dostosować ustawienia dopasowania, aby określić zakres terytorialny ochrony &#8211; czy własność powinna być chroniona na całym świecie, czy tylko w niektórych lokalizacjach. Menedżer praw autorskich jest dostępny za darmo i działa już także w Polsce. Jeśli mamy połączony fanpage na Facebooku z kontem na Instagramie, z poziomu jednego panelu możemy monitorować obydwa serwisy społecznościowe.</p>
<p>Menedżer praw autorskich to świetny ruch ku lepszej przyszłości twórców w Internecie. Gdyby takie narzędzie istniało parę lat temu, Pani A. nie musiałaby wytaczać pozwu, gdyż Facebook nie pozwoliłby na udostępnienia spornej grafiki bez jej zgody. Przestrzeganie prawa autorskiego w <em>social mediach</em> to temat rzeka, która niestety jest pełna zanieczyszczeń i co jakiś czas wylewa odkrywając smutną rzeczywistość niskiej świadomości prawnej użytkowników Internetu. Tak jak podkreślam w każdym stworzonym przeze mnie artykule – edukujmy się, bo wiedza to jedyna prawdziwa potęga.</p>
<p>Lista bezpłatnych, legalnych baz zdjęć:</p>
<ol>
<li><a href="http://skuawk.com/">http://skuawk.com/</a></li>
<li><a href="https://gratisography.com/">https://gratisography.com/</a></li>
<li><a href="https://unsplash.com/">https://unsplash.com/</a></li>
<li><a href="https://pixabay.com/">https://pixabay.com/</a></li>
<li><a href="https://www.pexels.com/pl-pl/">https://www.pexels.com/pl-pl/</a></li>
<li><a href="https://picjumbo.com/">https://picjumbo.com/</a></li>
<li><a href="https://www.foodiesfeed.com/">https://www.foodiesfeed.com/</a></li>
</ol>
<p>Autor: <strong>Paweł Kowalewicz</strong> prawnik</p>
<p><a href="#_ftnref1">[1]</a> http://orzeczenia.waw.sa.gov.pl/content/$N/154500000000503_I_ACa_000693_2019_Uz_2020-06-29_001</p>
<p><a href="#_ftnref2">[2]</a> https://www.facebook.com/rights_manager/apply</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Idea copyleft. Jakie licencje obowiązują na Wikipedii</title>
		<link>https://www.jatorozumiem.pl/idea-copyleft-jakie-licencje-obowiazuja-na-wikipedii/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ja to rozumiem!]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 07 May 2021 14:12:45 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo w praktyce]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.jatorozumiem.pl/?p=7742</guid>

					<description><![CDATA[15 stycznia 2001 roku została założona Wikipedia – internetowy serwis, który zrewolucjonizował podejście do specjalistycznej wiedzy i pomógł w napisaniu niejednej pracy dyplomowej. 20 rocznica powstania serwisu to dobra okazja, aby przyjrzeć się jak działa najsłynniejsza darmowa encyklopedia.   Słowo „wiki” pochodzi &#8230; ]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>15 stycznia 2001 roku została założona Wikipedia – internetowy serwis, który zrewolucjonizował podejście do specjalistycznej wiedzy i pomógł w napisaniu niejednej pracy dyplomowej. 20 rocznica powstania serwisu to dobra okazja, aby przyjrzeć się jak działa najsłynniejsza darmowa encyklopedia.</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Słowo „wiki” pochodzi z języka hawajskiego i w wolnym tłumaczeniu oznacza „szybko”. Idealnie odzwierciedla sposób myślenia twórców <em>„wolnej encyklopedii, którą każdy może redagować”. </em>Larry Sanger oraz Jimmy Wales chcieli bowiem stworzyć darmowe narzędzie przystosowane do nowych, cyfrowych realiów. Fundamentem działania serwisu jest również jego nietypowa redakcja. W przeciwieństwie do klasycznych encyklopedii, które były tworzone przez uczonych, zazwyczaj pod opieką wydawnictw naukowych (np. Wielka encyklopedia PWN), Wikipedię współtworzą jej użytkownicy. Każdy bowiem ma prawo stworzyć lub edytować istniejące już hasło. Jak sam stwierdził jeden z założycieli, głównym celem przedsięwzięcia była „próba stworzenia i rozpowszechnienia wielojęzycznej wolnej encyklopedii o najwyższym możliwym poziomie dla każdej osoby na Ziemi w jej własnym języku”. Można zaryzykować stwierdzenie, że im się udało – obecnie na serwerach Wikipedii istnieje 316 edycji językowych (z czego 306 jest czynnych, a 10 zamkniętych), a dodatkowo trudno spotkać kogoś, kto nie słyszał lub nie korzystał z zasobów tego serwisu.</p>
<p><strong>Na początku było GNU</strong></p>
<p>Wikipedia jest witryną darmową dzięki licencjom, za pomocą których udostępniane są zawarte na niej treści. Do 2009 r. Wikipedia była udostępniana <strong>na licencji <em>GNU Free Documentation License</em>, będącej jedną z licencji praw autorskich typu copyleft. Jest to rodzaj systemu licencjonowania praw autorskich zezwalający na modyfikację pracy i jej dalszą redystrybucję bez obawy o odpowiedzialność za naruszenie uprawnień twórców konkretnych treści</strong>. Nazwa opiera się na grze słów – w przeciwieństwie do copyright (oznaczający prawa autorskie, a składający się dwóch członów tłumaczonych, które w dosłownym tłumaczeniu można interpretować jako „prawo do kopiowania”). Natomiast „left” to po angielsku „lewo” i jednocześnie forma czasownika „leave→left” („porzucić”), zatem termin „copyleft” może być rozumiany jako świadome „porzucenie” zastrzeżeń do kopiowania. Idea copyleft polega na takim wykorzystaniu systemu praw autorskich, że osiąga zupełnie odwrotne cele niż copyright (poszerzenie wolności zamiast jej ograniczenia), a jedynym wymogiem kierowanym w stronę użytkowników treści jest dalsze udostępnianie utworów zależnych (czyli takich, które powstały na bazie pierwotnego, udostępnionego na wolnej licencji dzieła) bez zastrzegania praw autorskich. Aby lepiej zobrazować ten mechanizm posłużę się następującym przykładem: organizacja pozarządowa korzysta z udostępnionego za darmo na podstawie licencji copyleft e-podręcznika do napisania jego unowocześnionej wersji, którą następnie legalnie rozpowszechnia. Zastosowany przez twórców e-podręcznika mechanizm copyleftu nakłada na organizację obowiązek udostępnienia nowego wydania na tej samej wolnej licencji, co licencja oryginału. Innymi słowy, chodzi o stworzenie łańcucha darmowych treści, z wyłączeniem możliwości zmonopolizowania praw do danych tytułów.</p>
<p><strong>Creative Commons, czyli uznanie autorstwa</strong></p>
<p>Rodzajów licencji opartych na idei copyleft jest sporo, a każda z nich ma trochę inne zasady użytkowania treści. Wracając na grunt Wikipedii, jak już wspomniałem, początkowo jej twórcy korzystali z <em>GNU Free Documentation License. </em>Licencja ta została stworzona przez fundację Free Software Foundation dla projektu GNU i w założeniu miała obejmować dokumentację programów komputerowych, jednak obecnie można ją stosować w każdym materiale tekstowym, niezależnie od zawartości. Licencja GNU umożliwia zarówno kopiowanie,jak i modyfikowanie, nawet bez wiedzy i zgody autora. Konieczne jest jednak zamieszczenie informacji o źródle i autorze bądź autorach oryginału. W tekstach GNU FDL można używać materiałów na tej samej licencji. Oprócz tego można wykorzystywać materiały na licencji np. Creative Commons Uznanie-Autorstwa (BY) oraz udostępnionych w domenie publicznej. Z uwagi na pewne ograniczenia i nasilającą się krytykę GNU FDL, twórcy serwisu postanowili przerzucić się na licencję oznaczaną CC BY-SA 3.0. Jest to jedna z licencji stworzonych i promowanych przez amerykańską organizację Creative Commons, która zajmuje się działaniami na rzecz ustanowienia kompromisu pomiędzy pełną ochroną praw autorskich a dzieleniem się twórczością. Jej głównym celem jest promowanie rozwoju i wykorzystania otwartych licencji prawno-autorskich, zapewniających bardziej elastyczne i liberalne zasady niż domyślne reguły prawa autorskiego. Wszystkie licencje i narzędzia CC są darmowe, a ich założenia są napisane w przystępny sposób i wyjaśniane za pomocą czytelnych infografik, co mocno kontrastuje ze skomplikowanymi i często niezrozumiałymi, oficjalnymi regulacjami prawnymi. <strong>CC BY-SA 3.0. umożliwia dzielenie się treściami – dopuszczalne jest kopiowanie i rozpowszechnianie utworu w dowolnym medium i formacie – oraz różnego rodzaju adaptacje – można remiksować, zmieniać i tworzyć na bazie utworu pierwotnego dla dowolnego celu, także komercyjnego. Warunkiem skorzystania z dzieł objętych CC BY-SA 3.0. jest uznanie autorstwa</strong>. Utwór należy odpowiednio oznaczyć, podać link do licencji i wskazać, jeśli zostały dokonane w nim zmiany. Udostępnienie nowo powstałego dzieła musi być oparte na tej samej licencji co oryginał. Warunki licencyjne nie muszą być przestrzegane w odniesieniu do tych fragmentów licencjonowanych treści, które znajdują się w domenie publicznej, w przypadku sposobów korzystania dozwolonych przez odpowiednie wyjątki lub ograniczenia prawa autorskiego takich jak np. prawo cytatu. Należy jednak pamiętać, że licencja może nie zapewniać wszystkich niezbędnych zgód dla niektórych użyć utworu. Dotyczy to w szczególności innych praw, takich jak ochrona wizerunku, prywatności czy autorskie prawa osobiste. Mogą one ograniczać możliwości wykorzystania utworu. Przenosząc to bezpośrednio na grunt omawianego tematu, CC BY-SA 3.0. umożliwia kopiowanie, rozpowszechnianie i modyfikowanie treści umieszczonych na Wikipedii. W chwili wprowadzenia własnej treści, użytkownik zachowuje prawo autorskie do tego tekstu, lecz jednocześnie zgadza się bezwarunkowo i na zawsze na udostępnienie własnej pracy na omówionych wyżej warunkach. Pomimo tego, że zawartość serwisu jest darmowa i dostępna na wolnej licencji, niektóre multimedia objęte są standardową ochroną prawną. Chodzi m.in. o krótkie fragmenty utworów muzycznych oraz niektóre ilustracje.<strong> </strong>Co ciekawe, w m.in. polskiej, niemieckiej czy duńskiej Wikipedii obowiązuje zakaz publikacji materiałów, które nie są objęte wolnymi licencjami.</p>
<p>Pomimo krytyki Wikipedii wytykającej jej brak merytorycznego nadzoru nad tworzonymi i udostępnianymi treściami, serwis pozostaje największą bazą darmową wiedzy i cieszy się ogromną popularnością. Twórcy serwisu przyczynili się również do rozpowszechnienia idei wolnych licencji i mechanizmu copyleft, a platforma angażuje się w sprawy społeczne, np. stając ramię w ramię z protestującymi przeciwko finalnie odrzuconej regulacji ACTA. Te działania sprawiają, że Wikipedia uważana jest za prawdziwie wolne medium, a sympatie jej użytkowników wydają się nie słabnąć, nawet gdy niektóre znajdujące się tam hasła wymagają bardziej szczegółowego merytorycznego nadzoru.</p>
<p>Artykuł: Legalna Kultura</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jak księgarze dali początek prawu autorskiemu</title>
		<link>https://www.jatorozumiem.pl/jak-ksiegarze-dali-poczatek-prawu-autorskiemu/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ja to rozumiem!]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 07 May 2021 14:11:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo w praktyce]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.jatorozumiem.pl/?p=7739</guid>

					<description><![CDATA[Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że genezy ochrony prawa autorskiego należy szukać w przywilejach księgarzy z późnego średniowiecza. Obchodzony 13. grudnia Dzień Księgarza to dobra okazja, by przyjrzeć się bliżej temu aspektowi działalności księgarskiej. Rozwój przywilejów udzielanych wynalazcom miał znaczący wpływ na &#8230; ]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że genezy ochrony prawa autorskiego należy szukać w przywilejach księgarzy z późnego średniowiecza. Obchodzony 13. grudnia Dzień Księgarza to dobra okazja, by przyjrzeć się bliżej temu aspektowi działalności księgarskiej.</strong></p>
<p>Rozwój przywilejów udzielanych wynalazcom miał znaczący wpływ na kształtowanie instytucji prawa autorskiego. Bezdyskusyjnym przełomem było wynalezienie w połowie XV wieku druku. Technika opracowana przez Jana Gutenberga jako pierwsza umożliwiała sprawne odtwarzanie i powielanie dzieł pisanych. Używane do tej pory sposoby kopiowania ksiąg nie były zbyt korzystne dla autorów i znacząco odbiegały od idei, którą dziś znamy jako ochronę własności intelektualnej. Każda kopia pierwotnego utworu była sporządzana ręcznie, a że uczonych erudytów brakowało, powstałe w ten sposób egzemplarze mogły znacząco różnić się od oryginału. Dziś autorzy mogą cieszyć się prawem do integralności dzieła i nie muszą się przejmować czy kopie będą wierne pierwopisowi – zawdzięczamy to właśnie wynalezieniu druku.</p>
<p>Pierwsze przywileje drukarskie były bezpośrednim skutkiem wynalazku Gutenberga. Drukarze-nakładcy (dalej „księgarze”) zaczęli się ich domagać w połowie XV wieku, a wynikało to z chęci ochrony swojego interesu i zapewnienia pewnego monopolu na zysk. Należy pamiętać, że przedruk był wówczas niezwykle kosztowny i dopiero zabezpieczenie benefitów skłaniało księgarzy do podjęcia takiego ryzyka. Często bywało bowiem tak, że inny konkurencyjny księgarz, mógł szybko i sprawne skopiować, przygotowaną redakcyjnie i technicznie księgę oraz sprzedawać ją po niższej cenie niż konkurencja. Jest to jeden z powodów, dla których to księgarze, a nie autorzy zostali jako pierwsi objęci ochroną.  Dodatkowo warto wspomnieć, że pierwszymi przedrukami były przeważnie dzieła religijne czy też stare księgi, w przypadku których (zwłaszcza w późnym średniowieczu) trudno było namierzyć autora. Z historii wiemy również, że do XVII wieku wielu twórców nadal publikowało swoje dzieła anonimowo.</p>
<p>Pierwsze przywileje, czyli ugody w prawie nadawane zazwyczaj przez monarchów, władców terytorialnych, a nawet papieży, były przyznawane we Włoszech (a ściślej rzecz ujmując w Republice Weneckiej), Francji, Niemczech i Anglii. Na wyspach uprawnienia te nazwano <em>copy-right, </em>a nazwa przetrwała do dziś i w wolnym tłumaczeniu jest odpowiednikiem polskiego „prawa autorskiego”. Jednak średniowieczni autorzy nie dbali zbytnio o sztywne ramy prawne, chroniące ich prerogatywy. Dbali bardziej o honor i splendor, który wzrastał wprost proporcjonalnie do dostępności ich dzieł. Dopiero wynalazek druku uświadomił im, że mogą zarabiać na rozpowszechnianiu swoich dzieł. Przełom przyniósł wiek XVI, gdyż to właśnie wtedy zaczęto uzależniać przywileje księgarzy od zgody autora na publikację konkretnego tytułu. W Wenecji, na mocy rozporządzenia z 1544 r., wydano nawet zakaz wydawania książek bez pisemnej zgody ich twórców.</p>
<p>Treść przywilejów dla księgarzy zawierała zazwyczaj motyw ich udzielenia, zakres terytorialny i czasowy oraz bardzo często zastrzeżenie, aby książkę wydrukować na solidnym papierze i sprzedawać w umiarkowanej cenie. Termin ochrony wynosił zazwyczaj dwa lub dziesięć lat, a czasami bywał przyznawany dożywotnio. Najstarszym polskim przywilejem (bez oznaczenia terminu ochrony) był ten, udzielony w 1494 r. przez kardynała Fryderyka Jagiellończyka, na rzecz drukarza i księgarza Johannesa Hallera. Ten osiadły w Krakowie, norymberski uczony, założył tam w 1505 r. pierwszą stałą drukarnię i otrzymał prawa do wydania i sprzedawania mszałów krakowskich autorstwa Jerzego Stuchsa. Od tamtej chwili, żaden drukarz ani księgarz nie mógł importować albo sprzedawać tego tytułu na terenie Rzeczpospolitej. W przypadku naruszenia tego przywileju, nielegalne kopie były konfiskowane i przekazywane Hallerowi, który później sprzedawał je z zyskiem.</p>
<p>Długo jednak trwało, zanim nowe prądy ideowe, skierowały większą uwagę na autorów poszczególnych dzieł, a nie na wydawców i księgarzy. Za pierwszą osobę, która zaczęła zwracać uwagę na pewną niesprawiedliwość w stosunku do twórców był Marcin Luter. W encyklice z 1525 r. nazwał niektórych drukarzy i księgarzy złodziejami. Dochodziło bowiem do nielegalnego rozpowszechniania <em>Postylli Domowych</em> – bardzo popularnego w tamtym czasie dzieła. Luter stwierdził, że wyłącznym właścicielem dzieła, a co za tym idzie jedynym uprawnionym do pobierania korzyści z jego eksploatacji jest jego autor. Ponadto wskazywał na niesłuszność bogacenia się księgarzy kosztem pracy i talentu, zazwyczaj uczonych pisarzy. Po jego usilnych i stanowczych działaniach, Rada Miasta Norymbergi wydała w 1525 r. uchwałę nakazującą wymienianie jego nazwiska przy wszystkich przedrukach jego pism. Dziś, prawo autora do oznaczenia utworu imieniem i nazwiskiem lub pseudonimem jest jedną z podstawowych zasada ochrony własności intelektualnej i zawdzięczamy to właśnie przywódcy niemieckiej reformacji.</p>
<p>W okresie średniowiecza i renesansu funkcja księgarza, drukarza i wydawcy była skupiona w jednej osobie. W miarę rozwoju druku, funkcje produkcyjne i dystrybucyjne zostały rozdzielone. Wynikało to z natury tego niełatwego interesu. Książki były zazwyczaj bardzo obszerne i ciężkie, a dodatkowo podatne na wilgoć. Najpewniejszą i najbardziej opłacalną formą dystrybucji była zatem sprzedaż bezpośrednia. Duże oficyny drukarskie posiadały własne księgarnie, w których sprzedawały zarówno wydawnictwa własnej produkcji, jak również te drukowane gdzieś indziej. Księgarze dawali zatrudnienie całemu szeregowi uczonych i artystów, którzy znajdowali u nich pracę w charakterze drukarzy, korektorów czy drzeworytników.</p>
<p>Dzień Księgarza jest obchodzony w Polsce od 85 lat. W 1932 roku na rynku książki wprowadzono nowe zasady udzielania rabatów księgarzom przez wydawców: przy zamówieniu tuzina egzemplarzy jednego tytułu wydawca dodawał bezpłatnie egzemplarz trzynasty, co stanowiło w praktyce dodatkowy rabat w wysokości 8,3%. Stąd wzięła się tradycja, aby Święto Księgarza obchodzić trzynastego dnia dwunastego miesiąca. System rabatów z międzywojnia nie przetrwał do dziś, ale księgarze 13.12. nadal obchodzą swoje święto.</p>
<p>Artykuł: Legalna Kultura</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Zatrzymać mowę nienawiści – jak bronić się prawnie?</title>
		<link>https://www.jatorozumiem.pl/zatrzymac-mowe-nienawisci-jak-bronic-sie-prawnie/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ja to rozumiem!]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 07 May 2021 14:10:18 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo w praktyce]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.jatorozumiem.pl/?p=7736</guid>

					<description><![CDATA[„Mowa nienawiści to ogół wypowiedzi zawierających elementy wyszydzające, poniżające osobę lub grupy osób ze względu na ich cechy takie, jak np. płeć, kolor skóry, wyznanie, niepełnosprawność”[1] Albo to, że po prostu są. &#160; Sukcesywnie, od kilku lat, Internet zalewany jest treściami, &#8230; ]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>„Mowa nienawiści to ogół wypowiedzi zawierających elementy wyszydzające, poniżające osobę lub grupy osób ze względu na ich cechy takie, jak np. płeć, kolor skóry, wyznanie, niepełnosprawność”</strong><a href="https://legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3459,stop-hejtowi-zatrzymac-mowe-nienawisci#stop"><strong>[1]</strong></a><strong> Albo to, że po prostu są.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Sukcesywnie, od kilku lat, Internet zalewany jest treściami, które wykraczają poza ogólnie przyjęte normy debaty publicznej. Mowa nienawiści, „hejt” czy przypadki bezpośredniego wzywania do stosowania przemocy stały się stałym krajobrazem wielu światopoglądowych (i nie tylko) sporów oraz przyczyną licznych ludzkich tragedii. Nie jest to problem wyimaginowany – wystarczy spojrzeć na zatrważające statystki. Według badania NASK z grudnia 2016 roku, 32 proc. polskich nastolatków było wyzywanych w Internecie, co piąty był poniżany i ośmieszany, a co dziesiąty szantażowany. Jeszcze gorzej wyglądają te dane, gdy nastolatki opowiadali o swoich znajomych. 58 proc. osób twierdzi, że było świadkiem poniżania i ośmieszania znajomego w sieci, a 59 proc. – jego wyzywania. Warto przytoczyć także stanowisko Komitetu Psychologicznego Polskiej Akademii Nauk <a href="https://legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3459,stop-hejtowi-zatrzymac-mowe-nienawisci#stop2"><strong>[2]</strong></a>, zwracającego uwagę, że <em>„(&#8230;) Epidemia mowy nienawiści stanowi poważne zagrożenie dla wychowania kolejnych pokoleń, które dorastają w atmosferze przyzwolenia na przemoc werbalną</em>.” Jak łatwo można wywnioskować jako społeczeństwo stoimy przed ogromnym wyzwaniem o znaczeniu pokoleniowym. Nie możemy zatem przechodzić obok tego zjawiska obojętnie, zwłaszcza że polskie prawo dostarcza instrumentów do walki z obraźliwymi treściami umieszczanymi w Internecie. Należy bowiem pamiętać, iż język jest pierwszym etapem nienawistnych działań. To za jego pomocą ludzie tworzą pojęcia, a co za tym idzie, właśnie wyobrażenie świata i w konsekwencji budowanie konkretnej wizji rzeczywistości. Za tym drzwiami są już czyny. Skierowane przeciwko komuś bądź własnej osobie. Za przykład niech posłużą także wszystkie przypadki tzw. „przestępstw z nienawiści” – czyli czynów zabronionych będących zazwyczaj skutkiem brutalizacji języka debaty, czy w skrajnych przypadkach, otwartego nawoływania do podejmowania ataków na poszczególne grupy społeczne, takie jak mniejszości narodowe, etniczne czy seksualne.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong>Co robić, gdy mamy do czynienia z nienawiścią w przestrzeni publicznej?</strong></p>
<ol>
<li><strong>Zgłoś sprawę na policję</strong></li>
</ol>
<p><strong>W przypadku, gdy jesteśmy świadkami wpisów bądź komentarzy, które mogą wypełniać ustawowe znamiona wyżej opisanych przestępstw, warto zrobić tzw. „screena” i załączyć go do zawiadomienia, które należy złożyć w wybranej jednostce policji lub prokuratury. Śledczy mają obowiązek przyjąć zawiadomienie i ocenić czy zgromadzony materiał dostatecznie uzasadnia potrzebę wszczęcia postępowania. Jeżeli organ odmówi wszczęcia bądź uprzednio wszczęte postępowanie umorzy – przysługuje nam zażalenie na taką decyzję – warto o tym pamiętać.</strong></p>
<p>Polskie prawo karne zna dwa przestępstwa ścigane z urzędu oraz dwa ścigane z oskarżenia prywatnego. Te pierwsze dotyczą publicznego propagowania ustrojów totalitarnych, nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość (art. 256 kk) oraz publicznego znieważenia grupy ludności albo poszczególnej osoby – z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub gdy z wyżej wymienionych przyczyn dochodzi do naruszenia nietykalności cielesnej takiej osoby (art. 257 kk). W takiej sytuacji organy wymiaru sprawiedliwości mają ustawowy obowiązek zbadać sprawę i podjąć odpowiednie kroki.</p>
<ol start="2">
<li><strong>Zgłoś sprawę do sądu</strong></li>
</ol>
<p><strong>Jeżeli mowa nienawiści jest skierowana przeciwko tobie, możesz walczyć o zadośćuczynienie – czyli określoną w pozwie kwotę mającą na celu wyrównanie szkody niemajątkowej, w tym wypadku wynikającej z naruszenia naszych dóbr osobistych. Niestety, przepisy proceduralne jasno precyzują, że to po stronie powoda leży obowiązek ustalenia danych osobowych (w tym adresu) pozwanego.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Zgodnie z art. 23 Kodeksu cywilnego: <em>„Dobra osobiste człowieka, jak w szczególności zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska, pozostają pod ochroną prawa cywilnego niezależnie od ochrony przewidzianej w innych przepisach”.</em></p>
<ol start="3">
<li><strong>Zgłoś sprawę administratorowi strony internetowej</strong></li>
</ol>
<p><strong>Zgodnie z art. art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną odpowiedzialność pośrednika (na przykład właściciela stron internetowych publikujących teksty i umożliwiających ich komentowanie), rozpoczyna się, gdy użytkownik poinformuje go o bezprawnym charakterze opublikowanych danych. Administrator platformy musi wówczas zareagować. Na portalu Facebook, znajdują się specjalne przyciski umożliwiające zgłaszanie nienawistnych postów czy komentarzy. Wystarczy kliknąć „Uzyskaj pomoc lub zgłoś post” i wskazać przyczyny naszej obywatelskiej interwencji.</strong></p>
<p>O krok dalej poszło Google, które we współpracy z firmą Jigsaw, stworzyło program Google Perpective – oprogramowanie przeznaczone dla programistów chcących ocenić potencjalną &#8221;toksyczność&#8221; komentarza. System wykorzystuje w swojej pracy algorytmy sztucznej inteligencji, które pozwalają mu uczyć się na bieżąco nowych rzeczy, dzięki czemu jeszcze lepiej potrafi on walczyć z nieodpowiednimi i obraźliwymi treściami.</p>
<ol start="4">
<li><strong>Zgłoś sprawę odpowiednim organizacjom</strong></li>
</ol>
<p>Poniżej znajdują się linki do stron internetowych prowadzonych przez podmioty zajmujące się walką z szeroką pojętą mową nienawiści. Jeśli padłeś ofiarą bądź byłeś świadkiem poniżania, wyzywania czy zwykłego chamstwa – nie bój się reagować i zgłaszać takich przypadków. Pamiętajmy, że wszystko zaczyna się od języka.</p>
<p>Autor: <strong>Paweł Kowalewicz</strong> prawnik</p>
<p><strong>Przydatne strony internetowe:</strong></p>
<p><a href="http://stopmowienienawisci.pl/">http://stopmowienienawisci.pl</a></p>
<p><a href="http://www.zglosnienawisc.otwarta.org/incydent/zglos">http://www.zglosnienawisc.otwarta.org/incydent/zglos</a></p>
<p><a href="http://krytykapolityczna.pl/felietony/jas-kapela/ty-tez-mozesz-zglosic-hejtera">http://krytykapolityczna.pl/felietony/jas-kapela/ty-tez-mozesz-zglosic-hejtera</a></p>
<p><a href="http://hejtstop.pl/">http://hejtstop.pl/</a></p>
<p>[1] <em>Definicja z WSJP; źródło: </em><a href="https://wsjp.pl/index.php?id_hasla=41203"><em>https://wsjp.pl/index.php?id_hasla=41203</em></a></p>
<p>[2] <a href="http://www.kompsych.pan.pl/images/Uchwa%C5%82y/Stanowisko_KP_PAN_2018-03-16.pdf"><em>http://www.kompsych.pan.pl/images/Uchwa%C5%82y/Stanowisko_KP_PAN_2018-03-16.pdf</em></a></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Czy tłumaczenie to odrębny utwór?</title>
		<link>https://www.jatorozumiem.pl/czy-tlumaczenie-to-odrebny-utwor/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ja to rozumiem!]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 07 May 2021 13:57:26 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo w praktyce]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.jatorozumiem.pl/?p=7733</guid>

					<description><![CDATA[Tłumacze wszystkich krajów zrzeszonych w Organizacji Narodów Zjednoczonych obchodzą swoje święto 30 września. Międzynarodowy Dzień Tłumacza to dobra okazja, aby przyjrzeć się ich pracy… pod kątem prawa autorskiego. Pierwszym znanym uczonym, któremu przypisuje się wykonywanie zawodu był św. Hieronim. To właśnie &#8230; ]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Tłumacze wszystkich krajów zrzeszonych w Organizacji Narodów Zjednoczonych obchodzą swoje święto 30 września. Międzynarodowy Dzień Tłumacza to dobra okazja, aby przyjrzeć się ich pracy… pod kątem prawa autorskiego.</strong></p>
<p>Pierwszym znanym uczonym, któremu przypisuje się wykonywanie zawodu był św. Hieronim. To właśnie jego uznaje się za autora najważniejszego przekładu Biblii (z języka hebrajskiego i greki na łacinę). Przekład miał na celu dostarczenie Kościołowi jednolitego tekstu, co w tamtych czasach było nie lada wyzwaniem. Nowy Testament był rewizją tekstu starołacińskiego, a Stary Testament w większej części był nowym przekładem. Tłumacze, choć często niedoceniani i sprowadzani do roli służebnych, odgrywali kluczową rolę w handlu międzynarodowym, dyplomacji czy nawet relacjach wojskowych pomiędzy władcami porozumiewającymi się różnymi językami. Obecnie status tego zawodu jest powszechnie uznany, a tłumacze – czy to przysięgli, czy tzw. lingwistyczni – zajmują wysoką pozycję w hierarchii pracowników językowych.</p>
<p>Art. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych przyznaje tłumaczeniom status opracowania.<a href="#_ftn1">[1]</a> Opracowanie jest tzw. utworem zależnym – przedmiotem prawa, który otrzymuje samodzielny status bez uszczerbku dla praw utworu pierwotnego (tłumaczonego). Oznacza to, że o ile sam fakt przekładu nie ingeruje w monopol praw twórcy utworu tłumaczonego, to jego eksploatacja wymaga już zgody. Przesądza o tym ustęp art. 2 ust. 2, zgodnie z którym <em>„rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły”. </em> Potwierdza to również utarta linia orzecznicza, którą przedstawia choćby wyrok Sądu Najwyższego z 15 września 1986 r.! (sygn. I CR 139/86). W uzasadnieniu czytamy bowiem, że <em>„wbrew wyrażonemu w zaskarżonym wyroku stanowisku tłumaczenie oryginalnego dzieła wymaga wysiłku twórczego w kierunku właściwego odczytania wartości oryginału i ich odtworzenia w innym języku. Te twórcze pierwiastki pracy tłumacza uzasadniają przyznanie mu Prawa autorskiego do tłumaczonego utworu (…)”</em><a href="#_ftn2"><strong><em>[2]</em></strong></a><em>. </em>Sąd Apelacyjny w Katowicach poszedł w swych rozważaniach jeszcze dalej i w sprawie dotyczącej sporu o stworzenie haseł do słownika polsko-rumuńskiego i rumuńsko-polskiego, stwierdził, że <em>„Nie można zgodzić się z pozwanymi, że wykonana przez powódkę praca nie ma charakteru twórczego ani nie nosi cech indywidualnych, gdyż poszczególne słowa w języku rumuńskim są znane i podobny efekt można by uzyskać stosując elektroniczne translatory. Właściwie dokonany przez powódkę wybór słowa w języku rumuńskim odpowiadającego danemu słowu w języku polskim świadczy o twórczym i indywidualnym charakterze opracowania dokonanego przez powódkę. Posługując się przykładem przytoczonym przez pozwanych można wskazać na to, że po wpisaniu do automatycznego translatora z języka angielskiego na polski słowa „car” możemy uzyskać takie znaczenie tego słowa jak: auto, samochód, pojazd, automobil. Dokonanie wyboru właściwego, uznawanego za podstawowe znaczenie niewątpliwie ma charakter twórczy i indywidualizujący tłumaczenie. Zwłaszcza, że przedmiotem wyboru dokonanego przez powódkę były tysiące słów”</em><a href="#_ftn3"><strong><em>[3]</em></strong></a> Jest to o tyle ważne, że jak to w życiu bywa, istnieją wyjątki od reguły. Przekonał się o tym tłumacz „Encyklopedii muzyki popularnej. Jazz”, który popadł w konflikt z wydawnictwem A.<a href="#_ftn4">[4]</a></p>
<p>Pan G. dostał zlecenie przekładu części wyżej wskazanej publikacji. Zamówienie obejmowało przetłumaczenie biogramów artystów ujętych w „Encyklopedii…”. Podpisana umowa zakładała przeniesienie majątkowych praw autorskich do wykonanej translacji, dostarczenie tekstu na dyskietkach (sprawa ma już parę dobrych lat) oraz zachowania dla siebie tzw. kopii autorskiej. Równolegle, w procesie przekładu, brało udział jeszcze dwóch innych tłumaczy, co będzie istotne w dalszej części artykułu. Praca została wykonana, wynagrodzenie zapłacone, a sprawa wydawała się zakończona. Po jakimś czasie okazało się, że A. rezygnuje z wydania „Encyklopedii…” w założonej, pierwotnej formie. Książka ostatecznie wyszła jako autorska publikacja tylko jednego autora – Pana P. Oczywiście nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie jeden szczegół. Opisy życiorysów znanych jazzowych muzyków były identyczne z tymi, które wcześniej dostarczył Pan G. Co prawda we wstępie znalazło się podziękowanie dla Pana G. oraz dwóch pozostałych tłumaczy, jednak całe autorstwo przypisał sobie Pan P. Niezadowolony z takiego stanu rzeczy Pan G. pozwał wydawnictwo oraz Pana P. o naruszenie praw własności intelektualnej w zakresie przywłaszczenia sobie autorstwa tłumaczenia wykonanego przez P. Jako dowód splagiatowania tekstów, do pozwu została dołączona dyskietka. Pozew obejmował standardowy zestaw żądań &#8211; wycofanie publikacji z obrotu, zniszczenie jej egzemplarzy i zaniechania dalszego wydawania oraz przeprosiny w prasie. Sąd I instancji uwzględnił roszczenia oraz zasądził 20 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia na rzecz Pana G. Do podobnych wniosków doszli sędziowie II instancji i wyrok został podtrzymany. Takie rozstrzygnięcie nie spodobało się wydawnictwu oraz Panu P. i skutkowało to złożeniem skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego. Sprawa nabrała kalibru – wszak nie wszystkie spory znajdują swój finał w naczelnym organie władzy sądowniczej. Skarga zawierała argumentację wskazującą, że nie można traktować wszystkich tłumaczeń jako samodzielnych utworów. Zgodnie bowiem z art. 1 ustawy o prawie autorskim <em>utworem </em>jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze (niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia). Zdaniem skarżących przetłumaczenie prostych, krótkich notek biograficznych, zawierających wiele nazw własnych takich jak np. nazwy miast czy klubów, nie może być uznane za pracę twórczą czyli podlegający ochronie utwór. Dodatkowo podkreślali, że w umowie z tłumaczami nie wskazano, w jaki sposób w encyklopedii miałoby zostać zaznaczone ich autorstwo. Sąd Najwyższy przyjął tę argumentację i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania – wróciła ona do I instancji, a w swoim orzeczeniu spojrzał na sprawę nieco inaczej niż sądu zajmujące się tą sprawą do tej pory. Podstawową kwestią okazało się udzielenie odpowiedzi na proste pytanie &#8211; czy w konkretnych okolicznościach tłumaczenie jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego? Zasadnicze jest ustalenie, kto był autorem encyklopedii i jak zaznaczyć autorstwo tłumaczenia. Przypomnijmy, że Pan P. uznał się za jedynego autora publikacji, nie wskazując wprost, że praca jest przekładem. Z tego wyroku wybija się ważna kwestia – pomimo konieczności jak najszerszej ochrony praw własności intelektualnej, nie można przyjąć automatycznego założenia, że autor tłumaczenia jest jednocześnie autorem całej książki. W związku z tym Sądu Najwyższego powziął również w wątpliwość czy pierwotne roszczenia Pana G. były proporcjonalne do jego szkody – wszak pomimo przetłumaczenia fragmentów „Encyklopedii…”, ciężko uznać go za choćby współautora publikacji.</p>
<p>Pomimo, iż od tej sprawy minęło już kilkanaście lat, nadal budzi ona wiele emocji w środowisku prawniczym. Można ją uznać za przełomową, gdyż zwróciła ona uwagę na kilka bardzo istotnych kwestii, o których często zapominamy w kontekście dywagacji na temat prawnego statusu tłumaczeń. Postaram się to poniżej rozpisać w przystępnej, encyklopedycznej formie.</p>
<ol>
<li>Aby wykonać tłumaczenie nie potrzebujemy zgody autora utworu pierwotnego. Oczywiście mowa tu o hipotetycznej sytuacji, gdy stworzony przekład ląduje w przysłowiowej szufladzie, a zatem nie ma elementu korzystania z powstałego opracowania.</li>
<li>Tłumaczenie jest utworem zależnym (opracowaniem). Oznacza to, że może być utworem w rozumieniu ustawy o prawie autorskiego i praw pokrewnych. Warunkiem jest występowanie niezbędnych cech, które posiada każdy utwór. Innymi słowy musi być przejawem działalności twórczej, który ma indywidualny charakter. Konsekwencją takiej klasyfikacji jest również wymóg uzyskania zgody autora utworu pierwotnego w przypadku chęci jego eksploatacji. Omawiany na początku artykułu art. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych mówi o <em>rozporządzaniu i korzystaniu. </em>Przekładając to na język codzienny, w wypadku, w którym chcielibyśmy sprzedać swoje tłumaczenie, musi uzyskać zezwolenie osoby, która stworzyła tekst pierwotny. Nie dotyczy to utworów, do których majątkowe prawa autorskie wygasły i znajdują się one w domenie publicznej, o której więcej możecie przeczytać tutaj: <a href="https://www.legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/2892,wspolne-dobra-kultury-domena-publiczna-i-creative-commons">https://www.legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/2892,wspolne-dobra-kultury-domena-publiczna-i-creative-commons</a>&nbsp;</li>
<li>Twórcy autorskich tłumaczeń posiadają wszelkie uprawnienia wynikające z posiadania statusu autora. Oprócz praw majątkowych przysługują im także prawa osobiste. Katalog tych uprawnień obejmuje m.in.: oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem, prawo do nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania czy nadzoru nad sposobem korzystania z utworu. Należy pamiętać, że są to prawa niezbywalne – nie można ich wyłączyć żadnymi zapisami umownymi. Zatem jeżeli w umowie, którą tłumacz podpisuje z jakimś wydawnictwem znajdują się takie wyłączenia – trzeba reagować, gdyż taka umowa będzie nieważna z mocy prawa.</li>
<li>Istnieją pewne kategorie tekstów, które zgodnie z obowiązującym prawem nie są utworami. Należą do nich: akty normatywne lub ich urzędowe projekty, urzędowe dokumenty, opublikowane opisy patentowe lub ochronne, proste informacje prasowe. Tworzenie i rozporządzanie przekładów tych tekstów nie wymaga zatem uzyskania żadnych zgód, gdyż korzystanie z nich jest niemal nieograniczone. Zainteresowanych zgłębieniem tematu odsyłam do tekstu z zeszłego roku: <a href="https://www.legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3388,czego-nie-chroni-prawo-autorskie">https://www.legalnakultura.pl/pl/prawo-w-kulturze/prawo-w-praktyce/news/3388,czego-nie-chroni-prawo-autorskie</a>&nbsp;</li>
</ol>
<p><strong>Najkrótsze i najważniejsze wnioski:</strong></p>
<p><strong>Tłumaczenie jest pracą twórczą i co do tego nie powinno być żadnych wątpliwości.</strong></p>
<p><strong>Zawsze należy wykazywać autora utworu pierwotnego.</strong></p>
<p><strong>Pamiętając o tych dwóch prostych zasadach, przyczyniamy się do podnoszenia świadomości i kultury prawnej, których w obecnym świecie bardzo brakuje.</strong></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><strong><br />
</strong>Autor: <strong>Paweł Kowalewicz </strong>prawnik</p>
<p><a href="#_ftnref1">[1]</a> Art. 2: „Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.”</p>
<p><a href="#_ftnref2">[2]</a> https://sip.lex.pl/orzeczenia-i-pisma-urzedowe/orzeczenia-sadow/i-cr-139-86-wyrok-sadu-najwyzszego-520157360</p>
<p><a href="#_ftnref3">[3]</a> https://post.katowice.sa.gov.pl/container/biuletyny//orzeczenia//2010//4//C//I_ACa_129-10.pdf</p>
<p><a href="#_ftnref4">[4]</a> W celu anonimizacji danych wydawnictwa oraz innych uczestników sporu, będę używał wyłącznie pierwszych liter nazw i nazwisk.</p>
<p><strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Praca dyplomowa na zamówienie – częsta praktyka czy niebezpieczny proceder?</title>
		<link>https://www.jatorozumiem.pl/praca-dyplomowa-na-zamowienie-czesta-praktyka-czy-niebezpieczny-proceder/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ja to rozumiem!]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 07 May 2021 13:42:07 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Prawo w praktyce]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.jatorozumiem.pl/?p=7730</guid>

					<description><![CDATA[Czy kiedyś przytrafił wam się sen, w którym musieliście powrócić do szkoły i ponownie przejść przez proces edukacji? Dla kilku tysięcy osób, ten koszmar stał się rzeczywistością, gdyż pod koniec sierpnia małopolska policja rozbiła grupą świadczącą usługi tworzenie prac dyplomowych za pieniądze. &#8230; ]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Czy kiedyś przytrafił wam się sen, w którym musieliście powrócić do szkoły i ponownie przejść przez proces edukacji? Dla kilku tysięcy osób, ten koszmar stał się rzeczywistością, gdyż pod koniec sierpnia małopolska policja rozbiła grupą świadczącą usługi tworzenie prac dyplomowych za pieniądze. Dla wielu absolwentów szkół wyższych oznacza to anulowanie uzyskanego stopnia naukowego.</strong></p>
<p>Funkcjonariusze Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie od kilku miesięcy rozpracowywali zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się popełnianiem przestępstw polegających na pisaniu prac licencjackich, magisterskich czy doktorskich za pieniądze. Jak czytamy w komunikacie śledczych: <em>„Ustalono, że kilka tysięcy osób dokonało ponad 11 000 opłat na łączną kwotę przekraczającą 7 mln złotych za zlecone prace licencjackie, inżynierskie, magisterskie a nawet rozprawy doktorskie. (…) policjanci z WDŚ, Wydziału Kryminalnego i Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Krakowie przystąpili do realizacji w tej sprawie wykonując czynności procesowe na terenie województwa mazowieckiego, warmińsko-mazurskiego, kujawsko-pomorskiego i podkarpackiego. W Warszawie zatrzymano szefa grupy a na terenie kraju kilka osób powiązanych z tym procederem. Policjanci przeszukali szereg mieszkań i posesji zabezpieczając przede wszystkim elektroniczne nośniki pamięci, sprzęt komputerowy, telefony &#8211; jako materiał dowodowy” </em><a href="#_ftn1"><strong><em>[1]</em></strong></a><em>.</em></p>
<p>Jak się okazuje problem jest o wiele większy niż pierwotnie mogłoby się wydawać. Według badań przeprowadzonych przez Ośrodek Przetwarzania Informacji, blisko 8 % zbadanych w 2019 r. prac nosiło znamiona niesamodzielności <a href="#_ftn2">[2]</a>. Ujmując to inaczej, prawie 10 % uzyskanych tytułów może być nieważnych, a ich właścicieli czekają nie lada kłopoty. Uczelnie, które otrzymały informację, iż w ich murach mogło dojść do obron splagiatowanych prac, zapowiedziały szeroko zakrojoną weryfikację swoich absolwentów. Takiej sytuacji w Polsce jeszcze nie było, stąd ciężko na razie mówić o następstwach tego procederu. Przepisy jednak są i tak warto zwrócić uwagę na 77 z Ustawy – prawo o szkolnictwie wyższym – <em>„W przypadku gdy w pracy dyplomowej stanowiącej podstawę nadania tytułu zawodowego osoba ubiegająca się o ten tytuł przypisała sobie autorstwo istotnego fragmentu lub innych elementów cudzego utworu lub ustalenia naukowego, rektor, w drodze decyzji administracyjnej, stwierdza nieważność dyplomu”.</em> Nie wiemy tylko w jakim zakresie władze uniwersytetów będą korzystały z uprawnień przyznanych przez wyżej przytoczony przepis.</p>
<p>Dziwnym może wydawać się również fakt, iż ogłoszeń dotyczących pomocy w pisaniu czy redagowaniu takich tekstów jest mnóstwo i są one jawne. Nie trzeba schodzić do niższych warstw Internetu czy szukać takich osób w szemranych bramach. To zjawisko powszechne i akceptowalne od wielu lat. Jaka jest zatem różnica? Otóż członkowie rozbitej grupy tworzyli pracę od początku do końca. Od przysłowiowej deski do deski. W takiej sytuacji, student przygotowujący się do obrony przyjmuje całe autorstwo treści stworzonych przez kogoś innego. Mamy wówczas do czynienia z plagiatem. Zgodnie bowiem z art. 115 ustawy o prawie autorskim <em>„Kto przywłaszcza sobie autorstwo albo wprowadza w błąd co do autorstwa całości lub części cudzego utworu albo artystycznego wykonania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3”.</em><a href="#_ftn3"><strong><em>[3]</em></strong></a></p>
<p>Kwestia praw autorskich do prac dyplomowych jest w ogóle dość ciekawa i niestety niezbyt jasna w praktyce. Otóż okazuje się, że nawet gdy praca jest w 100% samodzielna, istnieją pewne rozbieżności interpretacyjne w zakresie następczego wykonywania praw. Podstawą jest art. 8 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, zgodnie z którym<em>: „Prawo autorskie przysługuje twórcy, o ile ustawa nie stanowi inaczej”. </em>Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Przeskakując jednak o kilka stron aktu, trafiamy na rozbudowany art. 15a, którego pierwszy ustęp stanowi, że: <em>„Uczelni przysługuje pierwszeństwo w opublikowaniu pracy dyplomowej studenta. Jeżeli uczelnia nie opublikowała pracy dyplomowej w terminie 6 miesięcy od dnia jej obrony, autor może ją opublikować, chyba że praca jest częścią utworu zbiorowego”. </em>Jest to dużo ingerencja w autorskie prawa osobiste, gdyż jednym z ich elementów jest prawo twórcy do decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu. Jednak z uwagi na doniosłość przedmiotu – w tym wypadku pracy, która ma podsumowywać okres edukacji wyższej – jest to poniekąd zrozumiałe. Dodatkowo, warto zwrócić uwagę na zawarty w przepisie termin 6 miesięcy, po którego bezskutecznym upływie, uprawnienie uczelni wygasa, a autor może dysponować wówczas prawami do materiału w dowolny zakresie. No chyba, że wcześniej podpisał z uczelnią umowę przeniesienia praw autorskich do pracy dyplomowej. Jakkolwiek by to nie brzmiało, taki proceder jest całkiem powszechny. Umowa może być zawarta także w formie regulaminu studiów, które każdy uczęszczający ma obowiązek podpisać. Dlatego zawsze należy dokładnie czytać wszystko co podpisujemy. Co ciekawe, Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w wyroku z 6 kwietnia 2006 r<a href="#_ftn4">[4]</a>. uznał za klauzulę niedozwoloną zapis, zgodnie z którym student przenosił na uczelnię autorskie prawa majątkowe do swojej pracy dyplomowej nieodpłatnie na wszystkich polach eksploatacji.</p>
<p>Podsumowując, bardzo dużo zależy od postanowień umownych zawartych pomiędzy studentem a uniwersytetem. Pomimo uprawnień ustawowych strony mogą dojść ze sobą do porozumienia i jeżeli zależałby nam na wcześniejszym wydaniu i opublikowaniu pracy (np. z uwagi na jej aktualność), to taka możliwość istnieje. Oczywiście, jeśli praca jest w pełni naszego autorstwa. W innym przypadku, teoretycznie wszystko zależy od prawowitego twórcy np.  <em>ghost writera, </em>któremu zleciliśmy jej napisanie.</p>
<p>Autor: <strong>Paweł Kowalewicz</strong> prawnik</p>
<p><a href="#_ftnref1"><strong><em>[1]</em></strong></a><em> </em><a href="https://www.facebook.com/Malopolska.Policja/posts/4244237585646160"><em>https://www.facebook.com/Malopolska.Policja/posts/4244237585646160</em></a></p>
<p><a href="#_ftnref2"><strong><em>[2]</em></strong></a><em> </em><a href="https://tech.wp.pl/prawie-co-10-praca-dyplomowa-w-polsce-jest-plagiatem-6426221245965953a?c=96&amp;nil=&amp;src01=6a4c8"><em>https://tech.wp.pl/prawie-co-10-praca-dyplomowa-w-polsce-jest-plagiatem-6426221245965953a?c=96&amp;nil=&amp;src01=6a4c8</em></a></p>
<p><a href="#_ftnref3">[3]</a> <a href="http://www.prawoautorskie.pl/art-115">http://www.prawoautorskie.pl/art-115</a></p>
<p><a href="#_ftnref4">[4]</a> sygn. akt XVII AmC 48/05. Numer wpisu do rejestru klauzul niedozwolonych UOKIK 758;</p>
<p>Źródło: www.legalnakultura.pl</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Ja to rozumiem! Zapraszamy na warsztaty online z Legalną Kulturą</title>
		<link>https://www.jatorozumiem.pl/ja-to-rozumiem-zapraszamy-na-warsztaty-online-z-legalna-kultura/</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[Ja to rozumiem!]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 05 Jan 2021 23:19:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://www.jatorozumiem.pl/?p=7451</guid>

					<description><![CDATA[Prawa własności intelektualnej? Ja to Rozumiem! to nowy program szkoleniowy Fundacji Legalna Kultura z zakresu ochrony własności intelektualnej. Celem projektu jest edukacja w zakresie korzystania z zasobów kultury przydatnych w nauce, pracy dydaktycznej oraz w pracy twórczej. Zapraszamy na szkolenia i &#8230; ]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong><em>Prawa własności intelektualnej? Ja to Rozumiem!</em> to nowy program szkoleniowy Fundacji Legalna Kultura z zakresu ochrony własności intelektualnej. Celem projektu jest edukacja w zakresie korzystania z zasobów kultury przydatnych w nauce, pracy dydaktycznej oraz w pracy twórczej. Zapraszamy na szkolenia i warsztaty dla uczniów!</strong></p>
<p>Cykl warsztatów organizowanych w ramach projektu <em>Prawa własności intelektualnej? Ja to Rozumiem!</em> przybliży uczestnikom problematykę z zakresu ochrony własności intelektualnej oraz korzystania z zasobów kultury przy zapewnieniu poszanowania praw twórców a także dostarczy narzędzi pomocnych w codziennej pracy dydaktycznej, tak by korzystanie z utworów podlegających ochronie, było przystępne i legalne. Uczestnicy warsztatów będą mieli również możliwość poznania podstawowych instytucji prawa własności intelektualnej, w szczególności prawa autorskiego oraz legalnych źródeł utworów a także podstawowych zasad, na których można z nich korzystać.</p>
<p><strong>Tematy warsztatów organizowanych w ramach projektu #JaToRozumiem znajdziesz <a href="http://jatorozumiem.pl/warsztaty/" data-type="page" data-id="56">tutaj</a></strong>.</p>
]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
